Figura galionowa fregaty ARA LIBERTAD



Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski





"Ursula", figura galionowa argentyńskiej fregaty szkolnej ARA LIBERTAD.
Źródło: Wikipedia.





Figura galionowa autorstwa Carlosa Garcíi Gonzálezesa na dziobie ARA LIBERTAD.
Źródło: Facebook.



Sztuka okrętowa, od galionów po współczesne rzeźby memorialne na okrętach, zawsze była miejscem projekcji uczuć granicznych. Statek wypływa, a więc oddala się od lądu, domu i bliskich a morze nie jest przestrzenią oswojoną, lecz egzystencjalną. Nic więc dziwnego, że już w epoce żagli na dziobach pojawiały się postacie, którym powierzano to, czego nie potrafiła zagwarantować technika, mianowicie ochronę, pamięć, miłość, trwanie mimo straty.

Galion często przybierał postać kobiety nie dlatego, że tak nakazywała tradycja, lecz dlatego, że kobieta uosabiała więź z życiem pozostawionym na brzegu. Matka, żona, kochanka, ojczyzna — wszystkie te figury zlewały się w jedno. Rzeźbiarz, świadomie lub nie, oddawał w drewnie to, co marynarz nosił w sobie: lęk przed utratą i nadzieję powrotu.

W tradycji morskiej żałoba rzadko bywa krzykliwa. Nie ma tu raczej dramatycznych gestów ani ekspresji rozpaczy. Jest milczenie i trwanie. Drewno galionu, wystawione na sól, wiatr i słońce, starzeje się razem z pamięcią. Każda rysa staje się zapisem czasu, a każda renowacja aktem troski, niemal jak pielęgnowanie grobu, który wciąż jest w drodze. W tym sensie galiony i rzeźby okrętowe bywają ruchomymi pomnikami żałoby. Nie stoją w jednym miejscu. Nie zapraszają do zadumy w ciszy cmentarza. One podróżują, wracają do portów, znikają za horyzontem, pojawiają się w obcych miastach. Żałoba nie zostaje zamknięta, ona krąży, tak jak pamięć. Dlatego właśnie motyw miłości utraconej tak naturalnie osiadł na dziobach statków. Statek odchodzi, nawet gdy wraca. Galion patrzy naprzód, bo nie ma innego wyjścia. I w tym spojrzeniu, a nie w patosie, kryje się największa siła tej sztuki.

W XX wieku, gdy galion przestał być koniecznością, a stał się świadomym wyborem artystycznym, motyw ten nie zanikł - wprost przeciwnie - zyskał osobistą głębię. Najpiękniejszym przykładem jest galion argentyńskiego żaglowca ARA LIBERTAD, wyrzeźbiony przez Carlosa Garcíę Gonzálezesa.






Koperta okolicznościowa wydana przez pocztę argentyńską z okazji 50. rejsu szkoleniowego okrętu.
W lewym dolnym rogu widać twarz figury galionowej.



Carlos García González był rzeźbiarzem wykształconym w tradycji europejskiej, urodzonym w Hiszpanii, lecz twórczo i życiowo związanym z Argentyną. Pracował zarówno w drewnie, jak i w kamieniu i brązie, a jego sztuka łączyła klasyczną dyscyplinę formy z wyraźnym rysem osobistym i emocjonalnym. Galion LIBERTAD stał się jego najbardziej rozpoznawalnym dziełem — nie dlatego, że był monumentalny, lecz dlatego, że połączył sztukę oficjalną z doświadczeniem prywatnej straty.


ARA LIBERTAD, fregata wodowana w 1956 roku, miała być nie tylko służyć szkoleniu marynarzy, ale także stać się pływającą wizytówką Argentyny. Jej galion, wyrzeźbiony w latach 1963–1964, należy do najpiękniejszych i najbardziej osobistych dzieł tego rodzaju w XX wieku.


Galion LIBERTAD nie jest anonimową alegorią. To kobieta — wolność, ojczyzna, strażniczka okrętu, ale zarazem postać niezwykle ludzka. Jej twarz i sylwetka mają swój realny pierwowzór - żonę rzeźbiarza, która była nie tylko modelką, lecz także jego muzą, największą inspiracją i emocjonalnym zapleczem.


W argentyńskich przekazach galion bywa nazywany „Úrsulą” — imieniem, które nie brzmi jak oficjalna alegoria, lecz jak czułe wezwanie. W trakcie pracy nad rzeźbą żona Garcíi Gonzáleza ciężko chorowała i zmarła, zanim galion ujrzał morze. Rzeźbiarz pracował dalej, jakby każde dłuto było rozmową, a każde wygładzenie drewna — pożegnaniem. W tej perspektywie galion LIBERTAD staje się czymś więcej niż marynistycznym ornamentem: to pomnik miłości, który wyruszył w rejs dookoła świata.


Rzeźba została wykonana z cedru paragwajskiego — drewna szlachetnego, odpornego i ciepłego w kolorze, doskonale nadającego się do monumentalnej snycerki okrętowej. Galion ma około sześciu metrów długości i składa się z kilku połączonych elementów, co pozwalało na jego demontaż i konserwację. Ale nawet najlepiej zakonserwowane drewno nie traci z czasem swojej metaforycznej kruchości — i być może właśnie dlatego ta rzeźba działa tak silnie na wyobraźnię: żyje, starzeje się, płynie.


Dla Argentyńczyków LIBERTAD to coś więcej niż żaglowiec szkolny. To symbol państwowej ciągłości, obecny w portach obu Ameryk, Europy, Afryki i Azji. W nim skupia się duma narodowa, elegancja formy i przekonanie, że nawet w epoce radarów i satelitów piękno nadal ma swoje miejsce na morzu.


Gdy LIBERTAD wchodzi do portu, galion nie jest reliktem przeszłości. Jest opowieścią, którą Argentyna opowiada światu: o wolności, o pamięci, o miłości zaklętej w drewnie, która od ponad pół wieku przecina fale. I może właśnie dlatego ta kobieca postać na dziobie nie patrzy wstecz — ona zawsze patrzy przed siebie, jakby wiedziała, że prawdziwe galiony nie chronią statków przed burzą, lecz pomagają im zachować sens drogi.






ARA LIBERTAD, fregata argentyńskiej marynarki wojennej pod pełnymi żaglami.
Pocztówka wydana z okazji 50. rejsu szkoleniowego okrętu.



Argentyński żaglowiec ARA LIBERTAD kilkakrotnie zawijał do polskich portów, przede wszystkim do Gdynia, w ramach rejsów szkolnych i wizyt kurtuazyjnych w Europie Północnej. Były to momenty szczególne: spotkanie dwóch tradycji morskich, w których żaglowiec nie był jedynie jednostką pływającą, lecz nośnikiem prestiżu, historii i kultury.


Dla polskiej publiczności fregata LIBERTAD jawiła się jako okręt z innego świata — smukły, elegancki, emanujący południowoamerykańską dumą i spokojną powagą marynarki wojennej Argentyny. Galion na jej dziobie, oglądany z nabrzeża, nie był już tylko egzotyczną ozdobą: stawał się czytelnym znakiem, że także na krańcach Atlantyku i Bałtyku myśli się o morzu w kategoriach symbolu, pamięci i ciągłości.






Fregata szkolna ARA LIBERTAD. Ilustracja litograficzna. Barry Landahl.