Ernesto Che Guevara z cygarem.
Nie poza, lecz autokontrola



Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski





Ernesto Che Guvera z nieodłącznym cygarem.
Akwarela sygnowana K. Alvarado.



Ernesto Che Guevara pozostaje jedną z najbardziej paradoksalnych ikon XX wieku: dla jednych święty rewolucji i walki o sprawiedliwość, dla innych prowokacja nie do zniesienia. Idol światowej lewicy, bohater narodowy Kuby i jednocześnie płachta na byka dla prawicy. Twarz, która stała się znakiem, i znak, który zbyt często zasłania człowieka.


Na fotografiach i pomnikach Guevara niemal zawsze pojawia się z cygarem. Ten detal bywa interpretowany powierzchownie – jako poza, rewolucyjny maczyzm, gest dominacji. Tymczasem prawda jest cichsza, mniej efektowna, a przez to bardziej ludzka.


Che cierpiał na ciężką astmę od dzieciństwa. Palenie nie było dla niego terapią – wręcz przeciwnie, ryzykiem. Z punktu widzenia dzisiejszej pulmonologii było bardzo szkodliwe. A jednak cygaro towarzyszyło mu uparcie ...


Astmatyk żyje w ciągłym napięciu, w obawie czy za chwilę nie zabraknie mu powietrza. Powolne zaciąganie się dymem, pauza, wypuszczanie dymu narzuca oddychaniu rytm, pomaga opanować panikę, a panika u astmatyka jest często gorsza niż sam skurcz oskrzeli. Che paląc wprowadzał autodyscyplinę ciała i to był świadomy gest samokontroli. Guevara obsesyjnie nie znosił bycia „słabym” a astma była jego prywatnym wielkim upokorzeniem.






Nie bez znaczenia był fakt, że w jego świecie cygaro było jednocześnie rytuałem i narzędziem. Dym odstraszał komary w dżungli Sierra Maestra, pozwalał skupić myśli podczas długich rozmów, był też znakiem wspólnoty: oficer i żołnierz, dowódca i chłop siedzieli przy jednym ogniu, dzieląc ten sam dym. W kulturze kubańskiej cygaro nie jest oznaką próżności, raczej gestem bycia razem.


Czy Guevara miał ulubioną markę cygar? Nie ma wiarygodnych źródeł, które potwierdzałyby jego przywiązanie do jednej konkretnej firmy. Z całą pewnością nie była to Cohiba – marka ta powstała dopiero po jego śmierci. Che palił to, co było dostępne: kubańskie, proste, często niedoskonałe. Cygara były jak rewolucja, którą sobie wyobrażał: nie luksusowe, nie wypolerowane, ale mocne, własne i autentyczne.






W ikonografii Comandante Che cygaro działa jak pauza w zdaniu. Zawieszenie między słowami, moment ciszy przed decyzją. To nie triumfator z pucharem zwycięzcy, lecz człowiek, który na chwilę się zatrzymuje – kaszle, łapie oddech, myśli. Astmatyk w dżungli, który wiedział, że każdy oddech jest darem, a mimo to nie cofał się przed drogą, którą wybrał. Dlatego gdy dziś widzimy Che z cygarem, warto na moment zapomnieć o plakatach i koszulkach. Pomyśleć o człowieku wielkim duchem, lecz słabym fizycznie, uparcie idącym pod prąd, który dymem nie demonstrował siły, lecz próbował oswoić własną kruchość. W dymie szukał chwili spokoju, zanim znów ruszył. I może właśnie dlatego ten obraz wciąż działa, bo jest bardziej ludzki, niż chcieliby zarówno jego wyznawcy, jak i wrogowie.






Fidel Castro i jego cygara to zupełnie inna opowieść: państwowa ceremonia dymu, dyplomacja zawinięta w liść tytoniu, cygaro jako insygnium władzy – niemal berło rewolucji. Tam romantyzm miesza się już z protokołem, a mit z precyzyjnie skrojonym wizerunkiem.


Castro palił cygara Cohiba regularnie, rozdawał je dyplomatom i uczynił z nich symbol rewolucyjnej władzy państwowej. Cohiba była cygarem państwa, nie partyzantki, cygarem gabinetów, nie dżungli.