DJAMILA BOUHIRED
Tortury i niezniszczalna godność kobiety




Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski





Ikoniczna fotografia Djamily Bouhired. Autor nieustalony.


HISTORIA KOBIETY, KTÓREJ NIE ZŁAMAŁO PIEKŁO KOLONIALNEJ WOJNY




Djamila Bouhired jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci algierskiego ruchu niepodległościowego przeciwko francuskiemu kolonializmowi w latach 1954–1962. Jej losy - od zaangażowania w Front Wyzwolenia Narodowego (FLN), przez aresztowanie i brutalne przesłuchania, aż po proces i wyrok śmierci - stały się symbolem odwagi i nieugiętej woli walki o wolność narodu algierskiego. Bouhired, pochodząca z algierskiej rodziny średniej klasy, jeszcze jako studentka zaangażowała się w działalność FLN i stała się łączniczką oraz współpracowniczką Jusufa Sa’adiego. W 1957 r., w trakcie tzw. Bitwy o Algier, Bouhired została aresztowana przez francuskie siły po tym, jak w wyniku walk została ranna. Miała wtedy 22 lata.


Po aresztowaniu Djamila Bouhired została poddana systematycznym, sadystycznym torturom fizycznym i psychicznym. Była brutalnie bita pięściami, kolbami karabinów i pałkami, kopana po całym ciele, wiązana w bolesnych pozycjach i przesłuchiwana przez wiele godzin bez snu i wody. Najokrutniejszym elementem były jednak seksualne elektrotortury: przywiązywano ją nagą do ławki lub stołu i przykładano elektrody do piersi, ud, brzucha oraz genitaliów, rażąc prądem aż do utraty przytomności. Tortury te powtarzano wielokrotnie w kolejnych dniach. Szczególnym bestialstwem było rażenie jej prądem na stole operacyjnym, zanim w ogóle opatrzono jej ranę postrzałową. Była przez swoich sadystycznych oprawców podczas przesłuchań rozbierana do naga, poniżana seksualnie, dotykana w sposób upokarzający, zastraszana i poddawana nieustannej presji psychicznej. Celem nie było już tylko wydobycie informacji, lecz sponiewieranie jej godności, złamanie jej poczucia tożsamości i odebranie jej wewnętrznego oparcia.






Czechosłowacki plakat reklamujący egipski film „Jamila, the Algerian” o życiu i walce Djamili Bouhired. Film był długo zakazany w Algierii - nie tylko podczas kolonializmu, ale nawet po uzyskaniu niepodległości. Wiązało się to z polityką wewnętrzną po wojnie
oraz wrażliwością na tematykę przemocy i roli kobiet.




Dla kobiety wychowanej w algierskiej kulturze islamu, w której cielesność i intymność objęte są szczególną sferą wstydu, sacrum i honoru, seksualne poniżanie i obnażanie było torturą nie tylko fizyczną, lecz także głęboko egzystencjalną. Plugawienie jej ciała miało złamać ją od środka: zniszczyć jej poczucie własnej wartości, odebrać jej prawo do samej siebie i uczynić ją kimś „skalanym” w jej własnych oczach. To była przemyślana, okrutna strategia przemocy kulturowej — uderzającej w najczulsze miejsce jej tożsamości jako kobiety, muzułmanki i człowieka. Każdy kolejny akt obnażania i poniżania był próbą odebrania jej nie tylko informacji, lecz sensu istnienia, nadziei, prawa do przyszłości.


Mimo tego piekła Bouhired nie ujawniła żadnych informacji, które mogłyby zagrozić innym członkom Frontu Wyzwolenia Narodowego. Nie zdradziła struktur organizacji ani nazwisk dowódców. Jej ciało zostało sponiewierane i upodlone, lecz jej wola pozostała nienaruszona. To właśnie w tej skrajnej dysproporcji między okrucieństwem oprawców a jej milczeniem ujawnia się prawdziwy wymiar jej bohaterstwa — nie abstrakcyjnego i pomnikowego, lecz cielesnego, intymnego i okupionego bólem, wiernością sprawie i innym ludziom. W tym właśnie miejscu - na styku sponiewieranego ciała jednej młodej kobiety i bezkarnej przemocy kolonialnego aparatu — jej osobiste cierpienie przestaje być tylko tragedią jednostki, a zaczyna być aktem oskarżenia wymierzonym w cały porządek imperialnej dominacji.


Jej niezłomność nie była jedynie aktem indywidualnej odwagi. Bardzo szybko została odczytana i zapamiętana jako uosobienie oporu wobec kolonialnej przemocy w ogóle — jako symbol tego, co dzieje się z ludzkim ciałem i godnością, gdy imperialna władza uzurpuje sobie prawo do absolutnej dominacji nad poddanym narodem. W tym sensie los Djamili Bouhired wykracza poza jej własną biografię i staje się elementem szerszej historii antykolonialnego sprzeciwu XX wieku.






Djamila Bouhired po latach na ulicy w otoczeniu sympatyków.
Stała się dla świata arabskiego ikoną walki o wolność.



Walka o niepodległość Algierii nie była zjawiskiem wyłącznie lokalnym. Szybko stała się jednym z centralnych punktów globalnego frontu antykolonialnego, wspieranego politycznie, propagandowo i symbolicznie przez światowy ruch komunistyczny oraz państwa bloku wschodniego. Front Wyzwolenia Narodowego funkcjonował w międzynarodowej konstelacji rewolucyjnej lewicy XX wieku — obok Kuby, Wietnamu i Palestyny — a po 1962 roku rządy Ahmeda Ben Belli jednoznacznie sytuowały Algierię w orbicie arabskiego socjalizmu i Trzeciego Świata. Rewolucja algierska była więc od samego początku sprzęgnięta z językiem antyimperializmu, sprawiedliwości społecznej i sprzeciwu wobec zachodniej dominacji.


Sama Djamila Bouhired nie była jednak ideologiczną teoretyczką ani zdeklarowaną marksistką. Nie pozostawiła po sobie tekstów, wypowiedzi ani świadectw, które pozwalałyby mówić o jej osobistych prokomunistycznych sympatiach w sensie doktrynalnym. Jej motywacje miały charakter przede wszystkim narodowowyzwoleńczy i egzystencjalny: walczyła nie o określony model ustrojowy, lecz o koniec kolonialnego upokorzenia, o godność własnego narodu i elementarne prawo Algierczyków do samostanowienia. Była córką zniewolonego kraju, nie uczennicą Marksa.


A jednak jej los i jej legenda bardzo szybko zostały wpisane w szerokie imaginarium rewolucyjnej lewicy XX wieku. Stała się ikoną antyimperialistycznego etosu epoki — symbolem oporu wobec kolonialnej przemocy, ucieleśnieniem kobiecej odwagi i niezłomności, która przemawiała tym samym językiem moralnym co rewolucje w Hawanie, Hanoi czy Santiago. W tym sensie Bouhired należała do świata lewicy nie przez deklarację ideologiczną, lecz przez samą strukturę swojego doświadczenia: przez cierpienie zadane jej przez imperialną władzę i przez bezwzględną wierność sprawie wyzwolenia innych ludzi. Jeśli więc wolno mówić o jej lewicowości, to nie była to lewica doktryny, lecz lewica czynu: milcząca, cielesna, okupiona bólem i ryzykiem, głęboko zgodna z najczystszym rdzeniem etosu rewolucyjnego — w którym nie zdradza się innych, by ocalić siebie, i nie handluje się ideałami za cenę życia.


Trudno o bardziej gorzką ironię historii niż fakt, że Francja, państwo, które lubi przedstawiać się jako kolebka praw człowieka i republikańskiej godności, nigdy nie zdobyło się na to, by imiennie przeprosić Djamilę Bouhired ani zadośćuczynić jej za tortury zadane w imię kolonialnego porządku. Jej oprawcy pozostali bezkarni, a jej cierpienie - formalnie nieistniejące w rejestrach sprawiedliwości.


Jej niezłomność była w istocie nadludzką formą godności: cichym, samotnym aktem oporu człowieka, który w najgłębszym upodleniu nie pozwolił odebrać sobie prawa do bycia sobą. Jeśli istnieje miara ludzkiej wielkości, to mierzy się ją właśnie takimi chwilami, gdy wszystko, co fizyczne i psychiczne, sprzysięga się, by człowieka zetrzeć w proch, a on mimo to pozostaje wierny innym i samemu sobie. Trzeba mieć w sobie szczególny rodzaj moralnej ślepoty, by czytać i mówić o tym spokojnie - o kobiecie rażonej prądem w genitalia, obnażanej, poniżanej i łamanej dzień po dniu - i nie poczuć, że oto dotykamy samego dna ludzkiej historii, w którym każda obojętność staje się współudziałem.


Bouhired została skazana na karę śmierci przez francuski sąd wojskowy, jednak pod wpływem międzynarodowej presji jej wyrok został złagodzony, a ostatecznie ułaskawiona i uwolniona w 1962 r. po podpisaniu porozumień z Evian kończących wojnę niepodległościową.


Francja nigdy oficjalnie nie wypłaciła jej odszkodowania ani nie przeprosiła jej imiennie za tortury. Przez dziesięciolecia państwo francuskie zaprzeczało systemowemu stosowaniu tortur w Algierii i uznawało je jako godne ubolewania przypadkowe incydenty. Dopiero bardzo późno (od lat 90. i 2000.) Francja zaczęła ostrożnie przyznawać, że tortury były stosowane, ale bez indywidualnych rekompensat dla ofiar kolonialnych.


Algieria uczyniła z niej wprawdzie ikonę narodową i bohaterkę rewolucji, ale symboliczny honor nie zastępuje zadośćuczynienia. Otrzymała status bohaterki narodowej, liczne odznaczenia i miejsce w panteonie pamięci. Nie otrzymała jednak żadnej terapii państwowej, ani żadnego realnego aktu sprawiedliwości wobec sprawców.