Obraz / ilustracja nieznanego autora (sygnatura B 09, najpewniej rok 2009) bardzo silnie nawiązuje do języka wizualnego Pauli Rego (1935-2022). Praca trafnie oddaje klimat przełomu pierwszej dekady XXI wieku - momentu, gdy twórczość Rego przeżywała wyraźny renesans recepcji, a młodsi artyści zaczęli ją świadomie „czytać” i przetwarzać.
Mamy tu do czynienia nie z prostą imitacją, lecz ze świadomą parafrazą jej estetyki, operującą charakterystyczną ikonografią: kobieta – ciało – zwierzę – władza – osaczenie.
Rego wielokrotnie posługiwała się zwierzęcymi substytutami mężczyzn (psami, świniami, hybrydami), by mówić o przemocy symbolicznej, seksualnej i społecznej — zwłaszcza tej wymierzonej w kobiety.
Kluczowa jest perspektywa „z ciała”: kolana, brzeg sukienki, dłonie. Nie ma tu bezpiecznego dystansu. Widz nie obserwuje - widz siedzi. Ten zabieg, charakterystyczny dla narracyjności Rego, znosi ochronny bufor estetyczny i czyni spojrzenie formą współudziału. Przemoc nie wymaga dotyku wystarcza narzucona bliskość. Świnie nie pełnią tu roli alegorii moralnej w tradycyjnym sensie. Są nośnikami ról społecznych: masy, apetytu, bezwstydu, dominacji, chamstwa — zjawisk doskonale znanych z codziennych doświadczeń. Mają też wymiar bardziej precyzyjny: są męskim spojrzeniem sprowadzonym do pyska. To spojrzenie nie musi być erotyczne. Wystarczy, że jest właścicielskie.
O Pauli Rego mówi się czasem, że była artystką niebezpiecznie uczciwą, bo potrafiła pokazywać emocje w formie jednocześnie realistycznej i baśniowej, a przez to szczególnie dotkliwej. Omawiany obraz działa dokładnie w ten sposób: jest niby fantazją (świnie w metrze), a w istocie notatką z codzienności. Tak wygląda sytuacja, w której nie masz już przestrzeni dla siebie — zostaje tylko ciało jako ostatnia granica.