- laska-starosci
- zaba-na-krzyzu1
- nicolas-guagnini
- trabant-pomnik
- ptak-samopoznania
- kostya-lupanov
- waldemar-schroder
- miguel-corrubias
- spodnie-wagina
- herran-satyr
- jezus-maria-incompositus
- walid-ebeid
- walid-ebeid
- walid-ebeid1
- piss-christ
- frida-kahlo
- arkhip-kuindzhi
- archip-kuindzi
- smiling-spider
- cezanne-skulls
- beata-czapska
- frida-diego-banknot
- siemiradzki-kobieta-albo-waza
- siemiradzki
- malcolm-t-liepke
Malcolm T. Liepke
i erotyka jego malarstwa
Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski
Obraz Malcolma T. Lipke'ego - temat poniższego tekstu.
Malarstwo Malcolma T. Liepke’ego należy do tych zjawisk, które pozornie wydają się łatwe do zaszufladkowania. Ot, kolejny współczesny malarz figuratywny, który upodobał sobie kobiece ciało. A jednak przy bliższym spojrzeniu okazuje się, że mamy do czynienia z czymś znacznie bardziej złożonym: nie z prostą erotyką, lecz z jej malarskim przetworzeniem, zbudowanym na napięciu między bliskością a wycofaniem.
Liepke, Amerykanin działający od lat 70., wybrał drogę osobną. W czasach, gdy sztuka współczesna często uciekała w koncept, on pozostał przy farbie olejnej, przy modelce i przy jej spojrzeniu. Jego obrazy są jak zatrzymane fragmenty intymnych sytuacji – kobiety siedzące na łóżku, półleżące na kanapie, poprawiające ubranie, zamyślone, jakby dopiero co wyrwane z prywatnego momentu.
Właśnie tu zaczyna się jego erotyka. Nie jest to erotyka narracyjna. Nie ma tu opowieści o spotkaniu czy relacji. Nie ma też dosłowności. Kobiety Liepke’ego są często niekompletnie ubrane – rozpięte koszule, zsunięte ramiączka, nagie ramiona, odsłonięte uda – ale nigdy nie wchodzimy w obszar dosłownej nagości. To raczej stan zawieszenia, moment pomiędzy ubraniem a jego brakiem, pomiędzy byciem widzianą a byciem samą. Ten „moment pomiędzy” jest kluczem.
Liepke operuje światłem w sposób niemal teatralny, lecz bez scenografii. Tło bywa ciemne, płaskie, często czerwone lub brunatne, jakby postać wyłaniała się z półmroku. Kontury są miękkie, rozmyte, jakby ciało nie było czymś stabilnym, lecz czymś, co dopiero formuje się w spojrzeniu widza. W tym sensie jego malarstwo ma w sobie coś z tradycji Edgara Degasa – podglądanie chwili prywatnej – ale bez chłodu obserwacji. Jest tu więcej ciepła, więcej cielesnej obecności.
Erotyka u Liepke’ego nie polega na pokazywaniu ciała, lecz na jego niedopowiedzeniu. To ciało nie jest wystawione. Ono jest dostępne tylko częściowo, jakby mimochodem. Modelki rzadko patrzą wprost na widza. Ich spojrzenia uciekają, zamykają się, błądzą gdzieś obok. To nie jest zaproszenie – to raczej sytuacja, w której widz zaczyna czuć się nieco nieswojo, jak ktoś, kto znalazł się o krok za daleko.
Tu pojawia się subtelna ironia. Liepke gra z tradycją aktu, lecz ją rozbraja. Klasyczny akt zakładał pewną jasność: ciało było tematem, piękno – celem, a widz uprzywilejowanym obserwatorem. U Liepke’ego ten układ się rozchwiewa. Kobieta nie jest tu „dla oka” w prostym sensie. Jest raczej obecnością, która wymyka się pełnemu uchwyceniu. Erotyka zostaje przesunięta z poziomu obrazu na poziom relacji między obrazem a widzem. Otrzymujemy erotykę niepewności.
Technicznie rzecz biorąc, Liepke maluje szeroko, miękko, często pozostawiając fragmenty płótna niedookreślone. Ciało budowane jest plamą, nie linią. To sprawia, że jego bohaterki nie są „opisane”, lecz raczej zasugerowane. A sugestia – jak wiadomo – bywa silniejsza niż dosłowność.
W efekcie otrzymujemy malarstwo balansujące na granicy między intymnością a dystansem, między cielesnością a jej malarskim rozpłynięciem. To nie jest erotyka krzycząca. To erotyka półgłosem.
Przyjrzyjmy się zamieszczonemu tu jego obrazowi – charakterystycznemu, niemal modelowemu dla tego języka malarskiego. Szybko dostrzegamy, że nie chodzi tu o półnagą kobietę, lecz o samą sytuację patrzenia. Postać ułożona jest w sposób, który na pierwszy rzut oka wydaje się prowokacyjny – nogi podciągnięte, ciało skręcone, fragment bielizny ledwie utrzymujący się na biodrach.
Ale to tylko pierwszy plan odbioru. Przy dłuższym patrzeniu okazuje się, że to ciało jest zamknięte. Nie otwiera się ku widzowi, lecz zwija się w sobie. Erotyka tego obrazu nie polega więc na ekspozycji, lecz na napięciu między odsłonięciem a obroną. Ręka przy głowie, skręt tułowia, lekko skulona pozycja – wszystko to buduje wrażenie, że mamy do czynienia z kimś, kto raczej chroni swoją prywatność, niż ją oferuje. Liepke „ucina” postać. Nie widzimy całej sylwetki, kadr jest ciasny, niemal fotograficzny, jakbyśmy podeszli za blisko. Ten zabieg działa podwójnie: z jednej strony intensyfikuje cielesność, z drugiej odbiera jej kompletność. Ciało przestaje być figurą, a staje się fragmentem doświadczenia – jak wspomnienie albo niedokończone spojrzenie.
Kluczem do napięcia pozostaje twarz modelki – zmęczona, nieobecna, jakby po czymś albo przed czymś. Jej spojrzenie nie uwodzi. I tu Liepke wykonuje gest zasadniczy: odcina erotykę od prostego mechanizmu uwodzenia. Jeśli ciało sugeruje dostępność, twarz natychmiast ją cofa. Powstaje dysonans. Widz nie ma tu komfortu patrzenia. Zostaje wciągnięty w sytuację, w której nie do końca wie, czy ma prawo patrzeć. To bardzo dalekie od klasycznego aktu, w którym ciało było „dla oka”.
Na koniec warto zwrócić uwagę na kolor i materię. Zestawienie ciepłej, lekko zaróżowionej skóry z chłodną, przygaszoną sinością prześcieradła, ciężką czernią swetra i fioletowo-niebieskim tłem tworzy miękkość, która rozbraja dosłowność sceny. Czarna plama u góry działa jak ciężar – przyciąga wzrok i równoważy nagość dolnej partii ciała. To nie jest kompozycja odsłaniająca. To kompozycja, która coś ukrywa.
Pociągnięcia pędzla są szerokie, miejscami niemal niedbałe – i właśnie dlatego wiarygodne. Skóra nie jest idealna. Jest malarska. I w tym miejscu dochodzimy do rzeczy najważniejszej. Bo choć Liepke maluje kobiece ciało, nie maluje go jak przedmiotu. W jego obrazach wyczuwa się obecność psychologiczną postaci – ich zamknięcie, zmęczenie, chwilowe wycofanie. To nie są modelki wystawione na widok. To są kobiety uchwycone w momencie, w którym jeszcze należą do siebie.
U Liepke’ego ciało nie jest zdobyczą spojrzenia — jest granicą, której malarz nie przekracza, i właśnie dlatego budzi szacunek.
👉 Więcej o sztuce i jej nieoczywistych historiach: osinska-mierzejewski.info.
MICHAŁKI
czyli to i owo sprzed lat
ILONA OSIŃSKA & PIOTR MIERZEJEWSKI
od 2024