Kostya Lupanov i kot Filip



- Czuły realizm codziennej samotności -




Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski





Konstantin Łupanow: Autoportret z kotem na głowie.




Wielu kociarzy z dużą sympatią śledzi twórczość Konstantina Łupanowa (Kostya Lupanov), rosyjskiego malarza z Krasnodaru, przez którą niczym dobry duch domowy przewija się jego ukochany kot Filip. Czasem jego obecność jest ostentacyjna, jak to bywa u artystów lubiących „temat” i jego dekoracyjne rozwinięcia. Kiedy indziej Filip raczej trwa, czasem gdzieś z boku lub z tyłu, z tym swoim spokojnym, kocim przyzwoleniem na świat, który trzeba przyjąć takim, jakim jest.


Łupanow maluje siebie i swoje otoczenie bez szczególnej emfazy, jakby od niechcenia, a przecież z wyczuwalną czułością. Trzeba przyznać, że jest coś w tym jest ujmująco staroświeckiego, choć forma pozostaje całkiem współczesna. Twarze są trochę zamyślone, światło miękkie, jakby przefiltrowane przez pamięć, a całość ma w sobie ten trudny do nazwania stan, kiedy człowiek niby jest tu i teraz, ale myślą krąży już gdzie indziej. Być może dlatego obrazy Łupanowa zostają w nas na dłużej, niżby wynikało z ich skromnej, nieco powściągliwej natury, bo nie próbują nas ani uwieść, ani przekonać, a raczej są tuż obok i milczą. A to, jak wiadomo, sztuka dziś rzadka.


Filip zaś… cóż, zdaje się wiedzieć swoje. I nie wykazuje potrzeby, aby się z tym afiszować.






Kostantin Łupanow: Z kotem przy telewizji.




Konstantin Łupanow ukończył średnią szkołę artystyczną w 1992 roku. Przez długi czas nie potrafił zdecydować, czemu poświęcić swoją przyszłość. Najpierw porzucił studia na wydziale artystyczno-graficznym Kubańskiego Uniwersytetu Państwowego, gdzie rozpoczął na ukę w 1994 roku, następnie uznał za pomyłkę także podjęcie studiów w Krasnodarskim Instytucie Kultury na kierunku scenografii. Na wydziale malarstwa sztalugowego tej samej uczelni studiował przez trzy lata, jednak i tym razem nie doprowadził nauki do dyplomu.


Wyższe wykształcenie zdobył dopiero za czwartym podejściem, kończąc w 2004 roku wydział malarstwa monumentalnego. Osiem lat później zaczął aktywnie wystawiać swoje prace. Jego wystawy indywidualne odbywały się w Krasnodarze, Moskwie, Paryżu (BJ Art Gallery) oraz we włoskiej Pietrasancie. Jego prace pojawiły się także w 2018 w Karlsrhue podczas Karlsruher Messe- und Kongress-GmbH.


W Polsce Kostia Łupanow jest niedostrzegany. Nie pojawia się w obiegu instytucjonalnym, nie krąży w tekstach naszych historyków sztuki, nie trafia na wystawy, które budują „oficjalną pamięć” współczesności. Jeśli już istnieje , to raczej na marginesie, w prywatnym oglądzie, wśród ludzi, którzy natrafiają na jego obrazy trochę przypadkiem, trochę z własnej ciekawości. I nie jest to, mamy wrażenie, przypadek, bo jego malarstwo nie daje się łatwo wpisać w modne u nas opowieści: nie jest ani konceptualne, ani jawnie polityczne, ani teoretycznie „nośne”. Nie prowokuje w sposób, który dobrze wygląda w katalogu, nie domaga się komentarza kuratorskiego. Jest - jeśli wolno tak powiedzieć - nazbyt ciche. A cichość rzadko bywa dziś przepustką do rozpoznawalności. Może więc trzeba będzie go kiedyś „przynieść” do Polski trochę po staremu - nie przez instytucję, lecz przez opowieść, przez pojedyncze obrazy, przez takie właśnie drobne notatki, które krążą z rąk do rąk, zanim ktoś się zorientuje, że to już nie jest przypadek, tylko obecność. Chyba warto ...









Konstantin Łupanow: Autoportret w kawiarni.










MICHAŁKI

czyli to i owo sprzed lat

ILONA OSIŃSKA & PIOTR MIERZEJEWSKI

od 2024