- laska-starosci
- zaba-na-krzyzu1
- nicolas-guagnini
- trabant-pomnik
- ptak-samopoznania
- kostya-lupanov
- waldemar-schroder
- miguel-corrubias
- spodnie-wagina
- herran-satyr
- jezus-maria-incompositus
- walid-ebeid
- walid-ebeid
- walid-ebeid1
- piss-christ
- frida-kahlo
- arkhip-kuindzhi
- archip-kuindzi
- smiling-spider
- cezanne-skulls
- beata-czapska
- frida-diego-banknot
- siemiradzki-kobieta-albo-waza
- siemiradzki
- malcolm-t-liepke
- madonna-kolekcja-obrazow
- hopper-railrod sunset
- lev-trotsky
LEW TROCKI
Portret pędzla Nikoli Schattensteina
Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski
Nikol Schattenstein (1877–1954), Portret Lwa Trockiego, ok. 1918. Olej na płótnie.
Obecne miejsce przechowywania nieznane. Reprodukcja za: American Gallery 20th Century.
Już samo to, że Nikol Schattenstein *), elegancki salonowy portrecista cesarskiego Wiednia, namalował portret Lwa Trockiego, ma w sobie coś zdumiewającego, a nawet paradoksalnego. Rewolucjonista, który zamierzał podpalić świat, został uwieczniony przez artystę wychowanego w estetyce fin de siècle'u i cesarskich akademii. To spotkanie dwóch całkowicie różnych światów – czerwonej rewolucji i schyłkowej elegancji Europy początku XX wieku. Jest w tym coś niemal symbolicznego: malarz starego świata i prorok świata nowego. Paradoks jest jeszcze większy, gdy uświadomimy sobie, że obaj wywodzili się z żydowskich rodzin dawnego Imperium Rosyjskiego. Łączyło ich więc pochodzenie, dzieliło niemal wszystko inne.
Niemieckie źródła podają bardzo konkretny kontekst powstania tego portretu. Schattenstein miał sportretować Trockiego podczas negocjacji pokojowych w Brześciu Litewskim po I wojnie światowej – zapewne w związku z monumentalnym obrazem przedstawiającym rokowania brzeskie. Bliższe okoliczności powstania portretu nie są jednak znane, chociaż malarz parokrotnie wspominał, że wśród jego modeli był jeden z najsłynniejszych bolszewików.
Warto pamiętać, że Trocki nie był wówczas postacią anonimową. Przeciwnie. W czasie rozmów brzeskich stał się jednym z najgłośniejszych polityków Europy. Gazety od Nowego Jorku po Wiedeń komentowały jego wystąpienia, a słynna formuła „ani wojna, ani pokój” przeszła do historii dyplomacji. Kiedy więc Schattenstein stawiał sztalugi przed swoim modelem, nie portretował prowincjonalnego działacza partyjnego, lecz człowieka, którego nazwisko znał już niemal cały świat.
Portret Lwa Trockiego nie jest monumentalną wizją jednego z wodzów rewolucji. Nie jest to także propagandowy wizerunek bolszewickiego demiurga prowadzącego tłumy ku czerwonej przyszłości. Przeciwnie. Patrzymy na człowieka jeszcze zanurzonego w starym świecie — świecie cesarskich kolei, hotelowych korytarzy, emigracyjnych rozmów i politycznych intryg pachnących papierosowym dymem.
Obraz jest zaskakująco skromny. Trocki stoi bokiem, odwrócony częściowo od widza. Lewą ręką przyciska do siebie teczkę z dokumentami. Na głowie ma ciemną futrzaną czapkę przypominającą nakrycia głowy znane z Europy Środkowej i dawnej Galicji. Ubrany jest zwyczajnie, niemal mieszczańsko. Nie ma tu czerwonych sztandarów, tłumu robotników ani płomiennej retoryki rewolucji. Jest za to spojrzenie człowieka, który wydaje się gdzieś przejazdem. Jakby za chwilę miał ruszyć dalej, zabrać teczkę i zniknąć na jednym z dworców monarchii austro-węgierskiej.
Właśnie dlatego obraz robi takie wrażenie. Bo my już wiemy, kim wkrótce stanie się ten sportretowany człowiek. Wiemy, że za kilka lat będzie jednym z najpotężniejszych ludzi XX wieku. Że stworzy Armię Czerwoną. Że stanie się bohaterem i demonem jednocześnie. Że jego twarz trafi na plakaty, do gazet i na listy śmierci. A tutaj? Tutaj jest jeszcze bardziej intelektualistą niż rewolucjonistą. Bardziej publicystą niż mitem.
Schattenstein nie malował Trockiego z nienawiścią ani fascynacją. Nie próbował go demonizować. Nie stworzył ikony rewolucji. Raczej obserwował. Chwilami można wręcz odnieść wrażenie, że interesowała go psychologia modela bardziej niż jego polityka. Twarz została potraktowana nerwowo, szybko, niemal szkicowo. Tło pozostaje chłodne i rozmyte. Wszystko skupia się na profilu, okularach, charakterystycznym nosie i spojrzeniu spod lekko opuszczonych powiek.
Co ciekawe, sam obraz pozostaje dziś niemal tajemnicą. Reprodukcja krąży po internecie, pojawia się na stronach i blogach poświęconych sztuce XX wieku, ale brak jakiejkolwiek informacji o miejscu przechowywania dzieła. Nie wiadomo, czy znajduje się w prywatnej kolekcji, magazynie galerii, czy może od lat wisi nad kominkiem kogoś, kto nawet nie do końca zdaje sobie sprawę, co posiada. Mamy jednak przeczucie — i piszemy to jedynie jako hipotezę — że obraz może znajdować się w Ameryce.
Schattenstein po emigracji zrobił karierę w Nowym Jorku, portretował elity Stanów Zjednoczonych, a wiele jego prac rozproszyło się po prywatnych kolekcjach. Trocki jako temat był tam zresztą znacznie mniej „toksyczny” niż w Związku Sowieckim czy Europie Środkowej po II wojnie światowej. A przecież jest to portret człowieka, którego Stalin próbował wymazać nie tylko politycznie, ale niemal ontologicznie. W Związku Sowieckim retuszowano fotografie, usuwano go z podręczników i wycinano z historii. Można więc powiedzieć, że sam fakt przetrwania tego obrazu ma w sobie coś przewrotnego.
Trocki wraca. Znowu patrzy. I chyba właśnie dlatego ten niepozorny portret działa tak mocno. Nie dlatego, że jest wielkim arcydziełem malarstwa. Nie jest. Ale dlatego, że zatrzymał moment tuż przed ogromną eksplozją historii. Chwilę, w której przyszłość dopiero zbierała siły do skoku.
Kilka lat później cały ten świat będzie już tylko ruiną.
-----------------
*) Nikol Schattenstein był pochodzącym z Kowna malarzem żydowskiego pochodzenia, urodzonym w granicach Imperium Rosyjskiego na terenach dzisiejszej Litwy. Wyemigrował do U.S.A. w 1920.
👉 Więcej o sztuce i jej nieoczywistych historiach: osinska-mierzejewski.info.
MICHAŁKI
czyli to i owo sprzed lat
ILONA OSIŃSKA & PIOTR MIERZEJEWSKI
od 2024