Nie dla salonów!
Sztuka dla libertynów



Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski





Francuska dama korzystająca z bourdaloue – przenośnego urynału dla kobiet.

Obraz przypisywany François Boucherowi (atrybucja niepewna), ok. 1760 r..




Na pierwszy rzut oka patrzymy na typową francuską damę z epoki rokoka. Starannie ułożona fryzura z kwiatową ozdobą, jedwabna suknia i bogactwo falban zdradzają kobietę należącą do świata osiemnastowiecznej arystokracji. Dopiero po chwili wzrok zatrzymuje się na geście, który całkowicie zmienia znaczenie sceny – młoda kobieta stoi na lekko ugiętych nogach, jedną ręką unosi suknię, drugą przytrzymuje porcelanowe naczynie. To nie wazon i nie misa! To bourdaloue -przenośny kobiecy urynał.


Ta pozycja jest zresztą całkowicie logiczna. Bourdaloue właśnie do tego służyło - kobieta mogła oddać mocz na stojąco, bez zdejmowania rozbudowanej sukni. Gdyby siedziała, naczynie byłoby praktycznie zbędne, gdyż wystarczyłby zwykły nocnik.


Artysta uchwycił chwilę niezwykle intymną - młoda arystokratka oddaje mocz. Nie widzimy jednak ordynarnej sceny fizjologicznej. Wręcz przeciwnie. Artysta świadomie zachował elegancję: bogata suknia pozostaje niemal nienaruszona, ciało jest tylko częściowo odsłonięte, twarz zachowuje wdzięk typowy dla rokoka, a naczynie pełni rolę niemal dyskretnego rekwizytu.


To właśnie charakterystyczne dla XVIII wieku: nawet najbardziej intymną czynność starano się zamienić w scenę pełną kokieterii.


Obraz od wielu lat przypisywany jest François Boucherowi i funkcjonuje pod tytułami La Toilette intime lub Une Femme qui pisse. Musimy jednak zachować ostrożność. Choć takie podpisy pojawiają się pod licznymi reprodukcjami, dzieło nie figuruje w pełnym naukowym katalogu twórczości Bouchera, dlatego jego autorstwo nie zostało dotąd jednoznacznie potwierdzone.


To jednak nie autor jest tu intrygujący, lecz widz. Najciekawsze pytanie brzmi bowiem: kto chciał oglądać taki obraz? Odpowiedź brzmi: libertyni.


Kiedy dziś słyszymy słowo „libertyn", zwykle myślimy o człowieku rozwiązłym obyczajowo. W XVIII wieku pojęcie miało znacznie bogatsze znaczenie. Libertyn był człowiekiem wykształconym, sceptycznym wobec autorytetów, miłośnikiem wolności myślenia, a często również wyrafinowanych przyjemności. Nie odrzucał piękna, lecz chętnie przekraczał granice tego, co oficjalnie uchodziło za stosowne.


I właśnie dla takich odbiorców powstawały obrazy przeznaczone nie do reprezentacyjnych salonów, lecz do prywatnych gabinetów i buduarów. Były to dzieła oglądane w wąskim gronie zaufanych przyjaciół, czasem podczas kolacji, czasem przy winie, czasem w atmosferze intelektualnej gry. Nie miały szokować pospólstwa. Miały bawić kolekcjonerów należących do elit, którzy lubili dostrzegać ironię i lubowali się w dwuznaczności.


W sztuce europejskiej od starożytności kobieta była przedstawiana podczas kąpieli, czesania włosów czy ubierania się. Rokoko poszło zdecydowanie dalej. Artystów przestał interesować wyłącznie akt. Zainteresowała ich sama intymność – uchwycenie chwili, której normalnie nikt nie powinien oglądać.


Powstawały więc sceny przebierania, mycia nóg, poprawiania podwiązki, zakładania pończoch, korzystania z nocnika czy właśnie z bourdaloue. Przedmiotem zainteresowania stawało się nie nagie ciało samo w sobie, lecz moment, w którym kobieta zapominała o obecności widza. Nie chodziło o realizm. Chodziło o stworzenie iluzji podglądania. Widz miał odnieść wrażenie, że przypadkiem znalazł się po niewłaściwej stronie drzwi.


To właśnie za drzwiami prywatnych gabinetów XVIII-wiecznej Europy zrodziła się sztuka, która nie była przeznaczona dla wszystkich. Nie dlatego, że była nieprzyzwoita, lecz dlatego, że wymagała od widza dystansu, znajomości konwenansów i gotowości do odczytania gry prowadzonej między elegancją a codziennością.


Obrazy takie jak ten przypominają, że historia sztuki nie składa się wyłącznie z arcydzieł wiszących dziś w muzeach. Istniał również drugi obieg – historia dzieł tworzonych dla zamkniętych kręgów kolekcjonerów, którzy szukali nie tylko piękna, lecz także intelektualnej prowokacji, humoru i przekraczania obyczajowych granic.


Dziś oglądamy te obrazy jak świadectwo obyczajów minionej epoki. Ich pierwsi właściciele patrzyli na nie zupełnie inaczej – jak na wyrafinowaną grę między pięknem, intymnością i zakazanym spojrzeniem.


👉 Więcej o sztuce i jej nieoczywistych historiach: osinska-mierzejewski.info.







MICHAŁKI

czyli to i owo sprzed lat

ILONA OSIŃSKA & PIOTR MIERZEJEWSKI

od 2024