PISS CHRIST
czyli krucyfiks w moczu artysty



Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski





Andres Serrano w swoim studio. Fotografia: Christie's.




Andres Serrano (ur. 15 sierpnia 1950 w Nowym Jorku) to amerykański fotograf i artysta wizualny znany z prac, które badają granice sacrum, cielesności i tabu. Jego twórczość - często uznawana za prowokacyjną - odegrała istotną rolę w amerykańskich „wojnach kulturowych” lat 80. i 90. XX wieku.


Urodził się i dorastał w katolickiej rodzinie w Nowym Jorku, co wywarło trwały wpływ na jego wyobraźnię symboliczną. Studiował malarstwo i rzeźbę w Brooklyn Museum Art School, choć sam określa się jako fotograf-samouk.


W młodości prowadził życie burzliwe, by w latach 80. powrócić do sztuki fotograficznej - już z pełną świadomością jej siły i ryzyka. Twórczość Serrano łączy elementy religijne z fizycznością, wykorzystując krew, mleko, nasienie czy mocz jako medium fotograficzne. Jego zdjęcia, najczęściej wielkoformatowe, budowane są z niezwykłą dbałością o światło i kolor.


Artysta bada napięcie między pięknem a obrzydzeniem, sacrum a profanum — i czyni to bez taryfy ulgowej. Jego najbardziej znane dzieło — "Piss Christ" (1987) — stanowi część cyklu wykorzystującego płyny ustrojowe. Uznawane jest za jedno z najbardziej wpływowych dzieł sztuki ostatnich kilkudziesięciu lat jako wzór strategii, która zasadniczo przeobraziła społeczne oddziaływanie sztuki.






Pełna nazwa tej pracy brzmiała początkowo Immersion (Piss Christ).




Jest to dzieło, które nie prosi o uwagę, lecz ją wymusza: niewielki krucyfiks zanurzony w cieczy, którą artysta nazwał własnym moczem.


Wyrok części publiczności był natychmiastowy i bezwzględny: bluźnierstwo, obraza, skandal. A przecież rzecz osobliwa — kto zada sobie trud, by spojrzeć uważniej, ten dostrzeże coś, co nie przystaje do owego pierwszego odruchu. Obraz Serrano nie jest chaotyczny ani agresywny. Przeciwnie, jest skupiony, niemal kontemplacyjny. Ciepłe, złociste światło otula krzyż, jakby nie zanurzał się on w nieczystości, lecz trwał w przedziwnej, szlachetnej substancji, przypominającej bursztyn.


Serrano utrzymywał, że jego praca w żadnym wypadku nie jest atakiem na chrześcijaństwo, lecz próbą przywrócenia mu wymiaru, który przez wieki uległ estetycznemu wygładzeniu. Bo przecież — i jest to myśl, którą kultura religijna przyjmuje z oporem — śmierć krzyżowa nie była wydarzeniem czystym. Była wydarzeniem ciała. Ciała cierpiącego, wydzielającego, poddanego fizjologii. [1] Jeśli więc "Piss Christ" szokuje, to być może dlatego, że przypomina o czymś, co z obrazu Ukrzyżowania usunięto nie bez powodu.





"Piss Christ" po zaatakowaniu przez katolickich fundamentalistów w Niedzielę Palmową 2011.

Fotografia prasowa.




Reakcja świata zachodniego była natychmiastowa i gwałtowna. Już pod koniec lat 80. fotografia stała się w Stanach Zjednoczonych przedmiotem sporów politycznych i debat o finansowaniu sztuki publicznej, a jej autor bywał publicznie znieważany przez polityków. W 1989 roku krytyka ze strony chrześcijańskich senatorów doprowadziła do gorącej debaty w Senacie USA na temat finansowania sztuki ze środków publicznych. Republikanin Jesse Helms stwierdził wówczas, że Serrano „nie jest artystą, lecz palantem”.


Z biegiem czasu napięcie to nie tylko nie osłabło, lecz w niektórych momentach przybierało formy skrajne. W 2011 roku, podczas wystawy w Awinionie, praca została fizycznie zniszczona przez napastników uzbrojonych w młotki, działających w atmosferze podsycanej kampanią środowisk fundamentalistycznych. Około tysiąca chrześcijańskich demonstrantów przemaszerowało przez Awinion pod galerię.


Władze galerii zwiększyły środki bezpieczeństwa, a fotograf zgodził się na obecność ochroniarzy stojących przed pracą. Jednak w Niedzielę Palmową czterech młodych ludzi w wieku od 18 do 25 lat weszło na wystawę o godzinie 11.00. Jeden z nich wyjął młotek ze skarpety i zagroził strażnikom, po czym rozbił ochronną szybę i zniszczył fotografię. Zniszczyli również inne dzieło przedstawiające dłonie medytującej zakonnicy. [2]


Atak ten poprzedziły demonstracje, naciski ze strony organizacji religijnych oraz publiczne wypowiedzi hierarchów domagających się usunięcia dzieła z przestrzeni wystawienniczej. Chrześcijańska grupa nacisku Civitas, określająca się jako obrońca tożsamości Francji, uruchomiła internetową petycję i zmobilizowała inne fundamentalistyczne środowiska.


Arcybiskup Awinionu, Jean-Pierre Cattenoz, nazwał "Piss Christ" dziełem odrażającym i zażądał usunięcia go z galerii. Dyrekcja galerii zdecydowała się mimo to ponownie otworzyć ekspozycję z uszkodzonymi pracami, uznając akt wandalizmu za przejaw przemocy dokonywanej „w imię religii”.


W Polsce nie doszło do jednego, spektakularnego wybuchu wokół pracy Serrano, który można by porównać z amerykańskimi „wojnami kulturowymi”. A jednak "Piss Christ" był i pozostaje obecny w dyskursie jako swoisty punkt odniesienia. Przywoływany w publicystyce, w sporach o granice sztuki, w dyskusjach o obrazie uczuć religijnych, funkcjonuje często nie jako konkretne dzieło, lecz jako skrót: przykład tego, co — jak się mówi — posunęło się za daleko.


W tym uproszczeniu ginie rzecz najistotniejsza. Bo jeśli odsunąć na chwilę emocję oburzenia - nie po to, by ją unieważnić, lecz by ją zawiesić - pojawia się pytanie bardziej zasadnicze. Co właściwie przedstawia ta fotografia? Czy jest to obraz profanacji? Czy raczej obraz świata, w którym sacrum zostało zanurzone w materii - w tym, co niskie, cielesne, nieczyste — i mimo to nie przestało istnieć?


Można bowiem spojrzeć na "Piss Christ" inaczej. Nie jako na gest skierowany przeciw Chrystusowi, lecz jako na przypomnienie, że Chrystus — jeśli wierzyć Ewangeliom — wszedł właśnie w taki świat: świat ciała, bólu, upokorzenia, a także fizjologii. W tej perspektywie fotografia Serrano nie tyle obraża, ile stawia pytanie niewygodne: czy współczesna wrażliwość religijna nie oddaliła się zbyt daleko od materialnego wymiaru własnych fundamentów?


I może dlatego obraz ten powraca w kolejnych debatach, mimo że jego język wydaje się tak prosty, a nawet brutalny. Bo nie daje się łatwo zakwalifikować. Nie jest jednoznacznym bluźnierstwem, choć bywa tak odbierany. Nie jest też pobożną medytacją, choć posiada cechy skupienia i powagi. Trwa gdzieś pomiędzy, w przestrzeni, którą trudno nazwać, a jeszcze trudniej przyjąć. Można więc, rzecz jasna, odrzucić go jednym gestem i wielu tak właśnie czyni. Lecz można też zatrzymać się na chwilę dłużej i spróbować zobaczyć w nim nie tyle obraz Chrystusa, ile obraz naszego własnego stosunku do sacrum.


A wówczas pytanie o bluźnierstwo ustępuje miejsca innemu, znacznie bardziej kłopotliwemu. Nie o to, co artysta uczynił z krzyżem, lecz o to, co my uczyniliśmy z jego znaczeniem.



PRZYPISY


[1] W literaturze medycznej wskazuje się, że w stanach skrajnej agonii — zwłaszcza związanych z uduszeniem, wstrząsem i niewydolnością krążeniowo-oddechową — może dochodzić do utraty kontroli nad zwieraczami, a w konsekwencji do mimowolnego oddania moczu lub stolca. Zjawisko to jest dobrze udokumentowane w opisach klinicznych śmierci gwałtownej i nie stanowi wyjątku dla ofiar ukrzyżowania, choć źródła starożytne, z przyczyn kulturowych i retorycznych, nie odnotowują takich szczegółów. Por. William D. Edwards, William J. Gabel, Floyd E. Hosmer, “On the Physical Death of Jesus Christ,” Journal of the American Medical Association 255, nr 11 (1986): 1455–1463 Frederick T. Zugibe, The Crucifixion of Jesus: A Forensic Inquiry, New York: M. Evans, 2005.

[2] Angélique Chrisafis, „Intruders slash artwork after Avignon protest,” The Guardian, 19 IV 2011.




👉 Więcej o sztuce i jej nieoczywistych historiach: osinska-mierzejewski.info.





MICHAŁKI

czyli to i owo sprzed lat

ILONA OSIŃSKA & PIOTR MIERZEJEWSKI

od 2024