W Muzeum Fabergé w Petersburgu znajduje się obraz o tytule "Kobieta lub waza", pędzla Henryka Siemiradzkiego - polskiego artysty, którego Rosjanie chętnie zaliczają do własnej tradycji, choć jego biografia i formacja artystyczna były znacznie bardziej złożone: studia w Petersburgu, długie lata w Rzymie, kariera budowana na rynku międzynarodowym, a nie w jednym narodowym porządku.
Co ciekawe, „Kobieta albo waza” nie jest tytułem autorskim w sensie ścisłym. To raczej określenie wtórne , wygodne i opisowe, funkcjonujące w obiegu muzealnym i antykwarycznym. W różnych opracowaniach pojawiają się warianty: „Wybór”, „Scena z życia starożytnego Rzymu”, „Niewolnica na sprzedaż”.
Ta zmienność nie jest przypadkowa. Ona zdradza coś istotnego: obraz nie należy do grupy dzieł programowych, lecz do tych kompozycji, które Siemiradzki powtarzał i modyfikował, odpowiadając na zapotrzebowanie rynku.
W drugiej połowie XIX wieku jego rzymskie sceny - pełne światła, marmurów, egzotycznych tkanin i nagich ciał - sprzedawały się znakomicie. Były luksusowym towarem dla kolekcjonerów, którzy chcieli mieć w salonie „antyk”, ale w wersji wygładzonej, dekoracyjnej i bezpiecznej. Nie jest to więc antyk, lecz tylko jego elegancka symulacja.
Nie jest to także scena wyboru między kobietą a wazą. To jest scena, w której kobieta już została uznana za rzecz, a różnica polega tylko na tym, czy będzie użyteczna.
Ten motyw ma swoje historyczne echo. W starożytnym Rzymie handel niewolnikami był praktyką powszechną sprzedawano ludzi na targach, często nago, aby umożliwić ocenę ich ciała, zdrowia i wartości. Ale u Siemiradzkiego ten fakt zostaje poddany radykalnej przemianie: znika brutalność, znika kontekst społeczny, znika przemoc w swojej dosłownej postaci. Zostaje tylko jej forma - wygładzona, estetyczna, niemal ceremonialna.
I właśnie w tym miejscu obraz zaczyna być niepokojący, bo zestawienie kobiety z marmurową wazą nie jest tu dekoracyjnym kaprysem kompozycyjnym. To jest rdzeń znaczeniowy: ciało kobiety zostaje wpisane w porządek przedmiotów, które można oglądać, porównywać, wybierać.
Waza jest doskonała, ale martwa. Kobieta jest żywa, ale poddana tej samej procedurze oceny. To nie jest więc scena erotyczna. To jest scena klasyfikacji. Jest to obraz o uprzedmiotowieniu kobiety, będący estetyzacją przemocy i jednym z tych przykładów, w których akademickie malarstwo XIX wieku ujawnia swoją podwójną naturę: z jednej strony zachwyca kunsztem, z drugiej — maskuje rzeczywistość, którą tylko pozornie przedstawia.
Muzeum Fabergé w Petersburgu jest instytucją stosunkowo młodą — otwarte w 2013 roku, oparte w dużej mierze na kolekcji prywatnej fundacji Wiktora Wekselberga. Wiele obiektów, które się tam znajdują, trafiło do zbiorów poprzez rynek antykwaryczny, często z niepełną dokumentacją wcześniejszych losów. Dotyczy to również tego obrazu. Jego proweniencja pozostaje w dużej mierze niejasna, a historia — urywa się tam, gdzie zaczyna się rynek. I może to wcale nie jest przypadek.
👉 Czytaj też "Kobieta jako naczynie".