Gdynia 1938 - 1464 monet z ul. Morskiej



Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski





Ulica Morska w Gdyni w pierwszej połowie lat czterdziestych XX wieku.

Fotografia ze starej niemieckiej pocztówki.




W marcu 1938 roku prasa warszawska - w tym "Kurier Warszawski" - przyniosła krótką, lecz intrygującą wiadomość z Gdyni. Przy ulicy Morskiej, podczas prac ziemnych, robotnicy natrafili na gliniany garnek wypełniony monetami. Według doniesienia zawierał on aż 1464 egzemplarze srebrne, miedziane - a nawet, jak twierdził korespondent - niklowe. Już sama liczba czyniła znalezisko jednym z większych depozytów monetarnych odnotowanych w międzywojennej historii miasta.


Choć notka prasowa była zwięzła, jej treść pozwala zarysować wstępny obraz skarbu. Wymieniono bowiem konkretne emisje: talary Fryderyka Wilhelma, talary Augusta III, polskie grosze XVIII wieku, a także monety z wizerunkami Katarzyny II, Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz Marii Teresy. Zestaw ten — na pierwszy rzut oka różnorodny — jest w istocie typowy dla obiegu monetarnego Pomorza w XVIII stuleciu. Region ten pozostawał w strefie intensywnego przenikania walut: pruskich, polskich, rosyjskich, saskich i austriackich. Skarby znajdowane na tym obszarze rzadko bywają jednorodne państwowo — przeciwnie, stanowią numizmatyczne odbicie złożonej mapy politycznej epoki.






Talar Augusta III. Zdjęcie: NIEMCZYK - Dom Aukcyjny.




Obecność talarów pruskich i saskich nie dziwi, zważywszy na silne powiązania gospodarcze regionu z monarchią Hohenzollernów oraz elektoratem saskim. Monety Stanisława Augusta wskazują na późniejszą fazę depozytu, podobnie jak emisje rosyjskie Katarzyny II, które szeroko napływały na ziemie polskie po rozbiorach. Z kolei talary Marii Teresy, masowo bite i długo utrzymujące się w obiegu, funkcjonowały jako niemal uniwersalna waluta handlowa Europy Środkowej. Jeśli wierzyć relacji o liczbie 1464 monet, nie był to depozyt przypadkowy ani podręczna sakiewka. Bardziej prawdopodobne wydaje się, iż stanowił kupieckie oszczędności, kasę warsztatową, bądź depozyt wojenny ukryty w czasie konfliktów połowy XVIII wieku (wojny śląskie, wojna siedmioletnia). Pomorze było wówczas terenem przemarszów armii i niestabilności gospodarczej, a takie okoliczności sprzyjały ukrywaniu majątku.


Najbardziej zastanawiający fragment notki dotyczy jednak rzekomej obecności monet niklowych z XVIII wieku. Z punktu widzenia historii mennictwa jest to niemożliwe! Nikiel jako metal monetarny pojawił się dopiero w XIX stuleciu.

W Szwajcarii i USA stosowano od lat 50. XIX w., w Niemczech od lat 70., a w Rosji — dopiero pod koniec XIX stulecia.


W XVIII wieku stosowano wyłącznie: złoto, srebro, miedź i tzw. billon czyli stopy niskosrebrowe. Informacja prasowa musi więc być obciążona błędem. Niewykluczone jednak, że garnek mógł być używany jako skrytka przez dłuższy czas. Do starszego depozytu dosypywano późniejsze monety, w tym niklowe z XIX w.


Znalezisko z ul. Morskiej nie funkcjonuje dziś w katalogach skarbów pomorskich ani w klasycznych opracowaniach numizmatycznych. Możliwe więc, że doszło do rozproszenia monet jeszcze przed przekazaniem do muzeum lub zostały one skonfiskowane przez policję i zmagazynowane bez opracowania, zaś dokumentacja przepadła w latach 1939–1945. Los ten spotkał wiele pomorskich znalezisk, których materiały archiwalne spłonęły w czasie wojny.


Choć brak pełnego opracowania naukowego ogranicza nasze możliwości rekonstrukcji, samo znalezisko pozostaje cennym świadectwem historii regionu. Skarby monetarne nie są jedynie zbiorami metalu — są zamrożonym momentem ekonomicznym. Odbijają sieć handlu, niepokoje polityczne, inflacje, reformy mennicze i ludzkie lęki. Garnek z ul. Morskiej — ukryty zapewne w czasach wojennej niepewności — przetrwał blisko dwa stulecia, by ujawnić się w momencie, gdy Gdynia przeżywała własny złoty wiek rozwoju portowego. Symbolicznie więc depozyt XVIII-wieczny został odnaleziony w mieście, które dopiero budowało swoją nowoczesną tożsamość gospodarczą.


Skarb gdyński z 1938 roku pozostaje znaleziskiem na pół zapomnianym, znanym z prasy, słabo obecnym w literaturze naukowej, obciążonym błędami reporterskimi, jak choćby wzmianka o „monetach niklowych”. A jednak nawet w tej fragmentarycznej formie stanowi fascynujący przyczynek do dziejów obiegu pieniądza na Pomorzu oraz do historii przedwojennej archeologii ratowniczej. Być może gdzieś — w muzealnej szufladzie, archiwalnej kopercie lub prywatnej kolekcji przetrwały jeszcze monety z garnka przy ul. Morskiej. Jeśli tak, czekają nadal na swoje właściwe opracowanie i na badacza, który przywróci im imię oraz kontekst.


Gdynia jako miasto nowoczesne (budowane od lat 20. XX w.) nie należy do terenów szczególnie zasobnych w wielkie, spektakularne skarby monetarne w porównaniu z Gdańskiem, Puckiem czy ziemią pucko-wejherowską.


Oksywie, jako najstarsza część dzisiejszej Gdyni (wieś parafialna od średniowiecza), dało kilka drobniejszych depozytów i zespołów monet. Znajdowano tam szelągi pruskie, trojaki polskie, grosze koronne i denary nowożytne. Zazwyczaj były to pojedyncze sakiewki, rozsypiska cmentarne lub znaleziska przykościelne, ale bez wielkich skarbów liczonych w setkach monet.


Znaleziska gdyńskie są słabo opracowane, rozproszone, publikowane marginalnie, często znane tylko z kronik konserwatorskich. Gdynia jako teren badań monetarnych to wciąż jest „białą plamą” w porównaniu z zapleczem kaszubskim i gdańskim. Skarb z ul. Morskiej można traktować mimo wszystko jako najważniejszy nowożytny depozyt monetarny odkryty na obszarze administracyjnym Gdyni.






MICHAŁKI

czy to i owo sprzed lat

Ilona Osińska & Piotr Mierzejewski

od 2024