Byli tacy artyści, których nie sposób pomylić z nikim innym. Wystarcza nam jeden rzut oka i już wiadomo, że to on. Walter Molino - człowiek o czułej wyobraźni i diabelskim zmyśle dramatycznym - przez ćwierć wieku był duszą i sercem okładek słynnego „La Domenica del Corriere”, tygodnika, który Włosi czytali z taką samą niecierpliwością, z jaką inni czekają na kolejne odcinki hitowego serialu na Netflix.
Molino zawsze potrafił wydobyć z codzienności coś, co przypominało kadr tuż przed eksplozją losu. Jeśli w jego świecie samochód hamował — to zawsze pół sekundy za późno. Jeśli pociąg jechał — to jak wściekła bestia, gotowa połknąć pasażerów. A jeśli na ulicy panowała zwyczajna krzątanina, to Molino robił z niej wielką, płomienną operę emocji. Jego okładki były jak fotografie z dramatu, którego finał miał dopiero nadejść: niosły napięcie, przestrzegały, bawiły — ale przede wszystkim opowiadały historię, i to w sposób, który czynił z czytelnika współuczestnika zdarzeń.