Clésinger miał także obrońców, wśród nich Théophile’a Gautiera. Odpowiedział zresztą krytykom kolejnym dziełem, a mianowicie „Leżącą bachantką”, pokazaną na Salonie w 1848 roku. Wykonał ją w nieco większej skali, co miało odeprzeć zarzut prostego odwzorowania ciała przez odlew. Zachował natomiast zmysłowość przedstawienia. Bachantka, jako uczestniczka orszaku Bachusa, mogła już oddawać się upojeniu bez pomocy zoologii.
W Polsce nazwisko rzeźbiarza może kojarzyć się z zupełnie innym nastrojem. Clésinger, zięć George Sand, wykonał maskę pośmiertną Fryderyka Chopina oraz pomnik na jego grobie na paryskim Père-Lachaise. Ten sam artysta potrafił zatem utrwalić zarówno cielesne uniesienie, jak i żałobę po kompozytorze.
„Kobieta ukąszona przez węża” znajduje się dziś w paryskim Musée d’Orsay. Ma 180 centymetrów długości - dość, by spotkanie z nią było spotkaniem z figurą ludzkiej skali, a nie salonową figurynką.
Minęły pokolenia, zmieniły się obyczaje, lecz dwuznaczność pozy nadal jest czytelna. Można podziwiać warsztat, można rozważać granice przyzwoitości, można też zwyczajnie uśmiechnąć się do pomysłowości artysty. A Wąż Kusiciel nadal - jak przy początkach ludzkości - uczestniczy w naszym życiu.