Otto Dix (1891-1969) należał do artystów wyklętych przez nazistów. Po przejęciu przez nich władzy w roku 1933 stracił stanowisko profesora i niemal natychmiast jego dzieła zaczęto rugować z muzeów. Co więcej, w 1937 pokazano je na osławionej wystawie „sztuki zdegenerowanej”. Jego bezlitosne spojrzenie na człowieka niesposób było pogodzić z propagandowym kultem zdrowia, siły i heroizmu rasy germańskiej. Dix bezlitośnie odsłaniał to, co niewygodne było propagandzie III Rzeszy: okaleczone ciała, społeczną nędzę i seksualność odartą z jakichkolwiek mitów i upiększeń. Jednym z przejmujących przykładów tego spojrzenia jest obraz przed którym tu przystajemy - "Burdelmama".
Papieros tkwi w czerwonych ustach, rude loki otaczają głowę, kolczyk przyciąga wzrok. Jeszcze róż na policzkach, wyraziste brwi, głęboki dekolt. Wszystko, co powinno upiększać, zostało użyte ... i wszystko zawodło. Otto Dix z bezlitosną skrupulatnością wydobył zmarszczki, obwisłość policzków i ciężkość podbródka. Jego „Burdelmama” nie obiecuje rozkoszy. Zdaje się raczej wiedzieć, ile rozkosz kosztuje.
Akwarela powstała w 1923 roku i nosi niemiecki tytuł "Puffmutter", którego dosadnym, lecz trafnym polskim odpowiednikiem jest właśnie „Burdelmama” - kobieta prowadząca dom publiczny. Praca ma wymiary 50 × 35 cm. W dokumentacji wystawowej przypisano ją kolekcji Otto Dix Stiftung w Vaduz. Opis techniki ujawnia przy tym interesujący szczegół: obok akwareli i ołówka artysta zastosował proszek aluminiowy.
Ta drobna na pozór informacja przypomina, że oglądamy reprodukcję dzieła bardziej złożonego materialnie, niż mogłoby się wydawać. Metaliczny składnik może zmieniać sposób odbijania światła, lecz na podstawie samej fotografii trudno jednak rozstrzygnąć, jak silny jest ten efekt. Doskonale widać natomiast współpracę dwóch środków: rozlewających się plam barwnych oraz ostrej, niespokojnej kreski. Kolor buduje cielesność, rysunek rozcina ją siecią bruzd. W twarzy kobiety miękkość akwareli spotyka się z niemal złośliwą precyzją ołówka. Dix pokazał kobietę wystrojoną, lecz daleką od konwencji reprezentacyjnego portretu. Róż nie przywracił młodości, pomalowane usta nie odwracają uwagi od zmarszczek. Przeciwnie: zabiegi upiększające wydają się podkreślać to, co miały przesłonić. Między ozdobnością a starzeniem się ciała powstaje napięcie, które zatrzymuje wzrok skuteczniej niż uroda.
Nie wiemy jednak, kim była modelka. W dostępnych opisach dzieła nie znaleźliśmy jej nazwiska ani wskazania konkretnego domu publicznego. Nie ma więc podstaw, by dopisywać jej historię dawnej prostytutki, kariery stręczycielki czy osobistego upadku. Tytuł określa rolę społeczną przedstawionej postaci, ale nie zastępuje biografii. Także cynizm, znużenie czy zawodowe wyrachowanie, których możemy doszukiwać się w jej spojrzeniu, pozostają naszym odczytaniem obrazu.