Koty Suzanne Valadon czyli katolicy na kawiorze









Suzanne Valadon, „Portret Lily Walton z Raminou", 1912. Musée des Beaux-Arts, Limoges, Francja.




Koty w naszym życiu są wszechobecne - oboje je kochamy, a szczególne miejsce w naszych sercach zajmują koty rasy rosyjskiej. Cieszymy się codzienną radością z ich bliskości, cichym towarzyszeniem, spojrzeniami, które rozumiemy bez słów, i drobnymi zwyczajami, bez których nasze domy nie byłyby już całkiem naszymi domami. Nic więc dziwnego, że przypatrując się twórczości Suzanne Valadon, zatrzymaliśmy się właśnie przy jej otoczonych legendą kotach. W sposobie, w jaki je malowała, rozpoznaliśmy coś bardzo ciepłego, a mianowicie czułą uwagę człowieka, dla którego zwierzę jest domownikiem, przyjacielem, ba - członkiem rodziny! - i przede wszystkim niepowtarzalną osobowością. Zapragnęliśmy dowiedzieć się o tych uroczych kocich modelach czegoś więcej. A kiedy trafiliśmy na opowieść o podawanym im w piątki kawiorze, wiedzieliśmy już, że tą historią koniecznie musimy się podzielić.






Suzanne Valadon, „Portret Raminou", 1920.




Koty na obrazach Suzanne Valadon wyglądają tak, jakby doskonale wiedziały, że trafiły pod właściwy adres. Wygodne siedzenia, miękkie tkaniny, towarzystwo ludzi, którzy najwyraźniej nie mają nic pilniejszego do roboty niż malowanie kocich portretów. A do tego - oczywiście jeśli wierzyć opowieściom - kawior! Doprawdy, można było gorzej urządzić się na Montmartrze.


Suzanne Valadon (1865–1938), znakomita francuska malarka, wcześniej modelka Renoira i Toulouse-Lautreca, dzieliła dom przy rue Cortot z licznymi kotami i psami. Zwierzęta należały do jej codziennego świata, toteż w sposób zupełnie naturalny trafiały również na obrazy. Można sobie wyobrazić, że przy takiej liczbie czworonożnych domowników znalezienie wolnego fotela wymagało dyplomatycznych negocjacji.


Spośród kociego towarzystwa szczególną sławę zdobył Raminou. Na jego portrecie, datowanym przez Centre Pompidou na około 1917 rok, artystka napisała po prostu: „Mon Raminou” — „Mój Raminou”. Dwa słowa, a mówią o uczuciach więcej niż niejeden uczony wywód. Choć sam zainteresowany zapewne zdecydowanie odwróciłby tę zależność: to przecież Suzanne była jego człowiekiem.






Suzanne Valadon, „Raminou i dzbanek z goździkami”, 1932.




Raminou występował samodzielnie, towarzyszył ludziom, pojawiał się obok kwiatów. W "Louison i Raminou" z 1920 roku zajmuje miejsce na kobiecych kolanach, w "Raminou i dzbanku z goździkami" z 1932 roku dzieli kompozycję z bukietem. Miał więc rozległe doświadczenie modela, a jego imię przetrwało w tytułach obrazów. Niejeden człowiek portretowany przez sławnego malarza pozostał dla potomności jedynie „nieznanym mężczyzną”. Kot Suzanne nie miał takich problemów.


Najsmaczniejsza opowieść dotyczy jednak jego stołu. Valadon miała podawać swoim kotom kawior w piątki, ponieważ były „dobrymi katolikami” i trzeba było uszanować dzień bez mięsa. Kot katolik nie powinien przecież cierpieć tylko dlatego, że człowiek wymyślił post. Skoro trzeba zrezygnować z mięsiwa, można z godnością pochylić się nad jesiotrową ikrą. Wyrzeczenie pozostaje wyrzeczeniem, nawet gdy podaje się je w najlepszym gatunku. Uczciwie dodajmy, że jest to anegdota, a nie zachowany jadłospis z podpisem malarki. Samo karmienie kotów kawiorem wspomina nawet National Museum of Women in the Arts, lecz również z zastrzeżeniem, że tak podobno bywało. Piątkowy obrządek i kocia prawowierność należą do barwnej legendy Valadon. Legendy tak sympatycznej, że żal byłoby ją przemilczeć.






Suzanne Valadon, „Dwa koty”, 1918.

​



A religijność samej Suzanne? Tu sprawa jest bardziej skomplikowaa niż koci jadłospis. Jej biografowie wspominają o pobożności dopiero w późniejszych latach, a relacja związana z jej przyjacielem Gazim mówi wręcz o powrocie do dawno utraconej wiary. Nie należy więc przenosić tej późnej religijności na całą młodość artystki. Pewne jest natomiast, że przez około dwa lata była kochanką Toulouse-Lautreca, słynnego malarza i równie słynnego rozpustnika.


W jej życiorysie znalazło się zatem miejsce zarówno na miłość daleką od kościelnych zaleceń, jak i na późniejsze zwrócenie się ku Bogu. Koty z anegdoty miały pod tym względem łatwiej, gdyż ich katolickie obowiązki kończyły się przy miseczce kawioru.


Na obrazach Valadon najbardziej ujmuje nas jednak zwykła bliskość tych zwierząt. Artystka dostrzegała ich skupienie, miękkość futra, powagę spojrzenia i ową kocią zdolność zajmowania przestrzeni tak, jakby została stworzona specjalnie dla nich. Malowała je z uwagą i szacunkiem należnymi komuś dobrze znanemu i lubianemu. A Raminou zapewne nie zastanawiał się, czy przejdzie do historii sztuki. Miał swoją Suzanne, wygodne miejsce i piątkowy kawior. Nieśmiertelność otrzymał ot tak, przy okazji.






Suzanne Valadon, "Louison i Raminou", 1920.




Katolicyzm kotów Suzanne zasługuje na osobną uwagę. W chrześcijańskiej Europie ich przodków nieraz podejrzewano o zażyłość z siłami nieczystymi. Koty kojarzono z czarownicami i duchami pomocniczymi, czyli demonami przybierającymi zwierzęcą postać. Takie oskarżenia występowały szczególnie w czasach nowożytnych polowań na czarownice. W angielskim procesie z 1566 roku Elizabeth Francis opowiadała o kocie imieniem Sathan, który miał spełniać jej życzenia w zamian za karmienie go krwią. Także autorytet kościelny bywał wykorzystywany do utrwalania tych skojarzeń. W papieskim piśmie Vox in Rama z 1233 roku pojawia się kot w opisie heretyckich obrzędów. To jest świadectwo ówczesnych wierzeń i oskarżeń, oczywiście nie rzeczywistych kocich praktyk.


Równocześnie koty znajdowały schronienie w klasztorach i czułych opiekunów wśród zakonników. Kocia reputacja zależała zatem w znacznej mierze od tego, pod czyj dach zdarzyło im się trafić. U Suzanne Valadon sprawa była szczęśliwie jasna: koty uchodziły za dobrych katolików, a w piątkowy post łaskawie godziły się umartwiać się kawiorem. Wszak po stuleciach rozmaitych pomówień o kontakty z czarownicami należała im się odrobina zadośćuczynienia.




​




O sztuce i jej nieoczywistych historiach 👉 osinska-mierzejewski.info

​





Michałki nie tylko artystyczne

Ilona Osińska & Piotr Mierzejewski

od 2024