- laska-starosci
- zaba-na-krzyzu1
- nicolas-guagnini
- trabant-pomnik
- ptak-samopoznania
- kostya-lupanov
- waldemar-schroder
- miguel-corrubias
- spodnie-wagina
- herran-satyr
- jezus-maria-incompositus
- walid-ebeid
- walid-ebeid
- walid-ebeid1
- piss-christ
- frida-kahlo
- arkhip-kuindzhi
- archip-kuindzi
- smiling-spider
- cezanne-skulls
- beata-czapska
- frida-diego-banknot
- siemiradzki-kobieta-albo-waza
- siemiradzki
- malcolm-t-liepke
- madonna-kolekcja-obrazow
- hopper-railrod sunset
- lev-trotsky
- tomasz-koper-ziarno
- tomasz-koper-ziarno
- agnieszka-wagner
- kamila-kowalik
- ekslibris
- femme-qui-pisse
- bron-jej
- juan-pantaleon
- rorris-angelika
- totem
- sasna-hitler
- picabia
- francis-picabia
- czarownice
- czarownice
- ilona-osinska
- lampa-filozofow
- szczypas
- hitlerowska-matka-boska
- princess
- madonna-child
- laurie-simmons
- pawiak-sprzedany
- lorenzo-aguirre
- gala-milovskaya
- abel-warshawsky
- xavier-sager
- banksy-toxic-mary
- corrubias-francisco-franco
- balsamarium
- boxer-balsamarium
- modlitewnik
- szablon2
- 3gracje
- jezus-i-hulajnoga
- portret-stalina
- auguste-clesinger
- Surallo-Gajduczeni
- CMENTARZ-RZEZB
- cmentarz-rzezb-w-paryzu1
- salvador-dali
- melkiorre-melis-poster
- karl-goetz-invasion
- blazen
- damska-torebka
- czarna-wiewiorka
- karl-goetz-1923
- lautrec
- susanne-valadon
- otto-dix-burdelmama
- prostytutka
- finkel-fishof
- riccardo-bettazzoni
- schmidt-gora
- samael
- franz-west
- gwalty-na-niemkach
- tomasz-koper-bagaz
- magdalenia-schmidt-gora
Edward Hopper i jego Muza.
"Morning Sun" na francuskim znaczku pocztowym
Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski
Jest dla nas coś wzruszającego w tym, że obraz Edwarda Hoppera (1882-1967), malarza amerykańskiej samotności i światła codzienności, znalazł swoje miejsce na francuskim znaczku pocztowym. „Morning Sun” – kobieta w porannym blasku, zapatrzona w otwarte okno – przemienił się w miniaturę, którą każdy mógł nakleić na list i wysłać w świat. Francuzi wybrali go nieprzypadkowo. Hopper był w ich oczach Amerykaninem, który potrafił mówić o uniwersalnym doświadczeniu: o ciszy, o chwilach zawieszenia, o samotności, która tak bliska jest duszy współczesnego człowieka. Wydanie tego znaczka stało się więc czymś o wiele większym niż tylko filatelistyczną ciekawostką – było hołdem złożonym artyście, którego malarstwo potrafiło dotknąć serc po obu stronach Atlantyku.
Naklejony na kopertę, „Soleil du matin” niósł ze sobą coś osobistego: list opatrzony znaczkiem z Hopperem nabierał tonu intymnego, jakby adresat miał otrzymać nie tylko słowa, ale i kawałek światła z obrazu. Można sobie wyobrazić, że gdzieś w Paryżu czy w małym francuskim miasteczku, ktoś otwierał kopertę, a na niej widniała postać kobiety z poranka sprzed siedemdziesięciu lat. W tym drobnym geście – w tym „listowym” Hopperze – kryje się symboliczny pomost między Ameryką a Europą. Obraz, który opowiada o samotności jednostki, stał się narzędziem komunikacji, podróżował na kopertach, docierał do przyjaciół, rodzin, zakochanych. Światło poranka, które Hopper utrwalił na płótnie, zamieniło się w światło listu, biegnącego przez kontynenty.
Karta pocztowa pierwszego dnia obiegu.
Znaczek, który omawiamy, o nakładzie 2 milionów, wydrukowano metodą heliograwiury, co zapewniło skopiowanie dzieła o bardzo wysokiej jakości. Był on przeznaczony na listy priorytetowe 50-100 g.
Autorką opracowania graficznego znaczka i projektu stempla pierwszego dnia obiegu była Sarah Lazarevich. Pierwszym dniem obiegu wyznaczono dzień 3 lutego 2012, zaś 6 lutego stał się dniem emisji czyli sprzedaży ogólnej.
Znaczek wycofano ze sprzedaży 30 listopada 2012 roku.
Karta pocztowa pierwszego dnia obiegu.
Nie sposób przy tej okazji nie wspomnieć o modelce z "Morning Sun", która w czasie pozowania miał 69 lat. Była nią kobieta życia Edwarda Hoppera i zarazem jego Muza -Josephine Nivison Hopper, dla przyjaciół Jo. Prawie całe życie balansowała między własną sztuką a cieniem, w którym stawiał ją mąż.
Była malarką, zanim poznała Edwarda. Wystawiała swoje akwarele, uczyła rysunku w szkole, potrafiła zorganizować wystawę, gdy on jeszcze wahał się między architekturą a płótnem. A jednak to jej los chciał, by została „modelką Hoppera” – nie tylko w sensie artystycznym, ale i egzystencjalnym. W „Morning Sun” widzimy ją taką, jaką zapewne często była: zamyśloną, oddaloną, wpatrzoną w coś, czego inni nie dostrzegają. Hopper malował jej ciało, jej twarz, jej gesty – ale jednocześnie malował własną samotność, którą na nią nakładał.
Jo nie tylko pozowała: prowadziła szczegółowe dzienniki, notowała każdy obraz, każdą wystawę, była archiwistką jego kariery. To dzięki niej znamy tyle kulisów tej twórczości. Była jednocześnie ofiarą i powiernicą. Często sfrustrowana, często przygaszona, a jednak nieustannie obecna. I właśnie w tym tkwi paradoks: choć w oczach świata pozostała „żoną artysty”, to jej obecność przenika całe malarstwo Hoppera. Bez niej nie byłoby tych kobiecych postaci, które siedzą w kawiarniach, stoją w oknach, zasłuchane, zapatrzone, zagubione. Jo była dla Hoppera lustrem i światłem zarazem. Lustrem – bo odbijała jego samotność. Światłem – bo to na nią padał promień dnia, który on utrwalał na płótnie. Można powiedzieć, że tak jak ona zapisała jego życie w dziennikach, tak on zapisał jej istnienie w obrazach. I kiedy dziś patrzymy na „Morning Sun”, widzimy nie tylko Hopperowską wizję samotnego poranka. Widzimy też kobietę, która wbrew wszystkiemu była jego słońcem.
W dziennikach Jo widać postępującą rezygnację: odnotowuje precyzyjnie kolejne jego płótna, a o swoich mówi niewiele. Z biegiem lat niemal przestaje malować. Jej twórczość została zapomniana, zniknęła z wystaw, a pamięć o niej przetrwała głównie jako o „żonie Hoppera”. A jednak, gdy patrzymy dziś na jej zachowane akwarele, widać, że miała własny głos – ciepły, kobiecy, pełen empatii wobec codzienności. Być może inny niż chłodne, monumentalne wizje Edwarda, ale równie nam, ludziom, potrzebny.
Jo zapłaciła wysoką cenę miłości i lojalności: jej sztuka utonęła w cieniu sztuki męża. A jednak paradoksalnie to właśnie ona uratowała pamięć o nim, bo bez jej dzienników i zapisków nie wiedzielibyśmy tyle o warsztacie, inspiracjach i codziennym życiu Hoppera. Można powiedzieć, że historia sztuki niesprawiedliwie uciszyła jej głos, lecz jej obecność nie zniknęła: żyje w każdej kobiecej postaci na obrazach Edwarda. Jo, choć niedoceniona, stała się nieśmiertelna – nie przez własne wystawy, lecz przez to, że była duszą światła, które on malował. Los jej chyba każdego z nas nasącza melancholią ...