EWA BRAUN, ADOLF HITLER i ... ALKOHOL



Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski





Zdjęcie Ewy Braun z Blondie, ukochaną suką Adolfa Hitlera.




Ewa Braun (1912–1945) weszła w życie Adolfa Hitlera jako dziewczyna z mieszczańskiego Monachium – beztroska, wesoła, obdarzona typowym dla swej epoki urokiem młodości, umiłowaniem mody, tańca i drobnych przyjemności. Wychowana w środowisku klasy średniej, traktowała wino jako element kultury towarzyskiej i w przeciwieństwie do Hitlera nie miała żadnych fanatycznych zasad żywieniowych. Piła alkohol, lecz z umiarem i dyskretnie, zawsze poza wzrokiem Hitlera. Według fotografa Heinricha Hoffmanna, który wprowadził ją do kręgu Hitlera, „Ewa lubiła wino, jak lubiła ładne suknie – z wdziękiem, nie z namiętnością. ”


W zetknięciu z człowiekiem, który uważał się za ucieleśnienie misji dziejowej, jej świat uległ gwałtownemu zawężeniu. Adolf Hitler był radykalnym abstynentem, nie znosił nawet zapachu alkoholu. Dla niego kieliszek wina był „trucizną rasy”. Wymagał od swego otoczenia, by w jego obecności nie pito niczego mocniejszego niż woda mineralna lub sok owocowy. Z tego powodu nawet w czasie oficjalnych przyjęć w Kancelarii Rzeszy nie wznoszono toastów winem, lecz wodą. Abstynencja była dla niego częścią wizerunku Führera-ascety, człowieka wyzbytego pokus, oddanego całkowicie misji dziejowej. Jak zanotował Joseph Goebbels w Die Tagebücher : „Führer jest nieskazitelny – nie zna kobiety, nie zna wina, zna tylko Niemcy.”


Najbardziej symbolicznym punktem styku tych dwóch światów stała się kwestia abstynencji – dla Hitlera obowiązku ideologicznego, a dla niej codziennego ograniczenia, którego nigdy naprawdę nie akceptowała.






Rok 1940: Ewa Braun sfotografowana w Berghofie, oficjalnej rezydencji Adolfa Hitlera.
Za jej plecami widać dwie puste butelki. Po winie?



Po wojnie ludzie z otoczenia Hitlera w Berghofie, tacy jak fryzjerka Leni Hoffmann, fotograf Heinrich Hoffmann, kelner Fritz Darges czy kamerdyner Heinz Linge, zgodnie wspominali, że Ewa Braun czasem piła lampkę szampana lub wina podczas kolacji, zawsze jednak unikała tego przy Hitlerze. Na więcej swobody pozwalała sobie tylko podczas prywatnych spotkań z przyjaciółkami, gdy jej partner przebywał poza swoją alpejską siedzibą. Heinrich Hoffmann, wspominał: „Ewa była pełna życia i lubiła małe przyjemności – kieliszek wina, taniec, rozmowę przy muzyce. To było jej okno na świat poza surowością Führera.” W swych dziennikach wspomina o „wieczorach z dziewczynami przy muzyce i winie”.


To była jej mała przestrzeń wolności – kobiecy azyl wśród fanatyków. W damskim saloniku w Berghofie czasem serwowano lekkie wina reńskie, likiery owocowe, a niekiedy nawet koniak — „dla zdrowia”. Hitler udawał, że tego nie widzi, choć z relacji wynika, że nie aprobował takiego zachowania i uważał kobiety pijące za niepoważne.


Relacja Hitlera i Ewy Braun miała charakter asymetryczny – on był bóstwem idei, ona – człowiekiem. Jego abstynencja była narzędziem kontroli, również psychicznej. Odbierał partnerce prawo do spontaniczności, do beztroski, do samej siebie. W tej ciszy, jaką narzucał monumentalny Berghof, każdy kieliszek wina wypity przez Ewę Braun nabierał symbolicznego znaczenia – był aktem osobistego buntu wobec ideologii, która chciała nawet życie intymne zamknąć w granicach doktryny.






Chwila wypoczynku w Berghofie - Adolf Hitler w towarzystwie Ewy Braun.





Brak jest jakichkolwiek informacji, aby Ewie zdarzało się pić nadmiernie. Bardziej niż alkohol lubiła kawę, słodycze i koktajle mleczne, a jej największym nałogiem było opalanie się, ćwiczenia fizyczne i ... filmowanie kamerą 16 mm.


W dramatycznych dniach życia, w bunkrze w Berlinie w kwietniu 1945 Ewa Braun także zachowywała spokój i trzeźwość. Świadkowie (Traudl Junge i Rochus Misch) wspominali, że nawet w ostatnich godzinach odmówiła alkoholu. Wtedy, gdy pozostali uczestnicy dramatu w ponurym bunkrze łagodzili lęki koniakiem i winem, Ewa Braun pozostała trzeźwa. Nie chciała pewnie, by jej wspólna śmierć z Hitlerem została skażona tym, co Führer potępiał przez całe życie.


W ostatnich godzinach, jak wspominała sekretarka Traudl Junge, Ewa Braun była spokojna, pogodzona, a nawet ciepła wobec innych. Podczas gdy wokół panował chaos, ona ubrała się starannie — w niebieską suknię, ulubioną biżuterię — i powiedziała: „Chcę umrzeć tak, jak żyłam – przy nim.” Wypiła jedynie sok owocowy, przyjęła cyjanek.


Historia Ewy Braun wobec abstynencji Hitlera to opowieść o konflikcie między ludzką naturą a ideologicznym rygorem. Jej drobne gesty – kieliszek wina, taniec, ukradkowo wypalony papieros, opalanie się w słońcu – były cichym protestem przeciw światu, który chciał pozbawić człowieka wszystkiego, co zwykłe, ciepłe i zmysłowe.


Ewa Braun nie była jedynie towarzyszką tyrana, lecz również – nieświadomie – jego antytezą: kobietą, która próbowała ocalić człowieczeństwo w miejscu, gdzie triumfowała ideologia nazistowskiej "czystości". Kiedy wiosną 1945 roku świat wokół niej rozsypywał się w gruzy, nie miała już złudzeń. Wiedziała, że Rzesza przegrała, że Führer nie jest już ani wodzem, ani prorokiem, lecz starym, ciężko chorym, złamanym człowiekiem w ciemnym bunkrze. A jednak nie odeszła. Nie dlatego, że była ślepa. Raczej dlatego, że całe jej życie – od dziewczęcych lat w Monachium – związało się z nim tak nierozerwalnie, iż bez niego nie potrafiła wyobrazić sobie własnego istnienia. Miała wtedy zaledwie trzydzieści trzy lata, a mimo to wybrała śmierć, nie z rozkazu, lecz z lojalności.


Nie była żołnierzem, nie była bohaterką, była kobietą, która trwała przy mężczyźnie, gdy wszystko inne się zawaliło. Ta wierność – choć tragiczna i splamiona – ma w sobie coś z antycznej miłości, która nie zna rachunku win. W pewnym sensie to właśnie ona, a nie armie, towarzyszyła Hitlerowi naprawdę do końca jak ostatni ludzki cień przy jego boku, ostatnie ciepło w bunkrze, gdzie umarły wszystkie nadzieje.


Albert Speer powiedział: „Była z nim, bo wierzyła w niego jako człowieka, nie jako Führera. To czyniło ją jedyną naprawdę lojalną osobą w jego świecie.” Z kolei Traudl Junge, sekretarka Hitlera wspominała: „Ewa Braun była jedyną osobą w bunkrze, która nie udawała. Nie mówiła o polityce, nie oskarżała nikogo. Wiedziała, że to koniec, a jednak trwała przy nim – spokojna, łagodna, zaskakująco godna.”






Pokój w którym Adolf Hitler i Ewa Braun popełnili samobójstwo.



Po wojnie świat długo nie chciał uwierzyć w śmierć Adolfa Hitlera i Ewy Braun. Brak ciał, potworny chaos w zdobytym Berlinie, zagadkowe milczenie Związku Radzieckiego – wszystko to stworzyło grunt dla fantastycznych domysłów. Mówiono, że oboje uciekli do Argentyny niemieckim okrętem podwodnym, że widziano ich w Hiszpanii, że mieszkają pod przybranym nazwiskiem w klasztorze, a nawet że żyją w patagońskim zamku wśród lojalnych SS-owców.


Sowieci przez długi czas utrzymywali, że Hitler „zniknął”, co tylko podsycało legendę. Dopiero w latach 60. ujawniono, że odnaleziono fragment jego czaszki i szczęki. Aż do roku 2000 trzeba było czekać, aby genetyczne badania potwierdziły, że należały one do niego.


A jednak mit przetrwał. Do dziś pojawiają się filmy, książki i teorie spiskowe o rzekomej ucieczce Führera z płonącego Berlina. Samobójcza śmierć Hitlera i Ewy Braun w betonowym bunkrze wydawała się ludziom zbyt banalna, by świat, który przeżył ich mit, potrafił i chciał w nią uwierzyć.






Rewelacje o rzekomej ucieczce Adolfa Hitlera i Ewy Braun drukowały także polskie gazety.




BIBLIOGRAFIA SELEKTYWNA


- Joseph Goebbels, Die Tagebücher 1939–1945, hrsg. von Elke Fröhlich, München: K.G. Saur, 1992.

- Heinrich Hoffmann, Hitler Was My Friend, London: Odhams Press, 1955.

- Beate Görtemaker, Eva Braun: Life with Hitler, London: Tauris, 2011.

- Rochus Misch, Der letzte Zeuge, Berlin: Piper Verlag, 2008.

- Traudl Junge, Bis zur letzten Stunde, München: Claassen, 2002.

- Joachim Fest, Speer und Er, Frankfurt am Main: Fischer, 2000.

- Ron Rosenbaum, Explaining Hitler, New York: Random House, 1998.