Józef Ruffer i jego tomik poezji
"Posłanie do dusz"



Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski





Józef Ruffer - karykatura i fotografia.




Był czas, że Józef Ruffer (1878-1940), artysta malarz i rzeźbiarz, jako młodopolski poeta śmiało rywalizował na polu literackim z samym Leopoldem Staffem.

W najlepszym okresie swojej twórczości, przypadającym na lata młodzieńcze, opublikował zbiór wierszy, zatytułowany "Posłanie do dusz", który spotkał się z dużym uznanie zarówno ze strony krytyków literackich, jak i miłośników poezji. Wydarzyło się to w roku 1903. Po latach, w roku 1922, już w wolnej Warszawie, ukazało się drukiem drugie wydanie tego zbioru. Entuzjastyczną recenzję tomiku opublikował m.in. dziennik "Rzeczpospolita" w dniu 22 kwietnia 1922 roku. Przytaczamy ją poniżej w całości, zachowując oryginalną pisownię i interpunkcję.


POSŁANIE DO DUSZ

Pod tym tytułem ukazał się w bardzo pięknem wydaniu tom poezji Józefa Ruffera, w nakładzie Inst. Wyd. Bibljoteka Polska. Tomik ten jest klejnocikiem poezji: autorem jego jest poeta bardzo szlachetny, jeden z najsubtelniejszych w piśmiennictwie polskiem. "Posłanie do dusz", kiedy ukazało się po raz pierwszy we Lwowie, (Ruffer jest rówieśnikiem Staffa i obydwaj rozpoczynali we Lwowie żywot swój poetycki) było głośnem zdarzeniem literackiem, jest to księga miłości i łaski, hymn o pięknie duszy ludzkiej, modlitwa o czystość serca.


Poezja Ruffera koi i napełnia radosną otuchą. "Mam łaskę umiłowania ... a wieści moje słodko w dusze ludzkie płyną", oto jest autora wyznanie najszczersze "nieskłamane w niczem". Drugie wydanie ślicznego tego tomu zjawiło się w porę, będzie to naprawdę "dobra" nowiną wśród zgiełku i wrzawy, wśród blagi i mizerji poezji dnia dzisiejszego. (k.)






Okładka drugiego wydania tomiku poezji Józefa Ruffera, wydanego w Warszawie w roku 1922.





Trzy wiersze wybrane z "Posłania do dusz"


POZDROWIENIE


Miłość nam! moja Miła — Bądźmy pozdrowieni!

Niech będą niezmącone warg naszych zachwyty!...

Miłość nam! Jasny puchar aż do dna wypity!...

Oto kwitnę, a duch mój miłością się pieni!...


Przed nami tajne drogi naniebnych przestrzeni,

Przed nami mórz odmęty, dumnych turnic szczyty -

Miłość nam ! moja Miła — Bądźmy pozdrowieni!

Niech będą niezmącone warg naszych zachwyty!...


Słońce, nasz dobry kapłan, łąki nam zieleni —

Pójdźmy całować stopą trawy szmaragd lity,

Stańmy się: Słowo Ciałem — dwa Miłości mity,

Wykwitłe z niezgłębionej dusz naszych bezdeni...

Miłość nam ! moja Miła — Bądźmy pozdrowieni!


NA POCAŁUNKI MIŁEJ


Kędyś się, moja Miła, pocałunków uczyła?

Iż takie są upojone, wonne i sycące...

Zali ci mistrzem było płomienne lata Słońce?

Zaż krąży w nieb i gore słoneczna moc opiła?..


Pożywam z ust twych, Miła i piję z warg twych, Miła,

A oto spichrz są wieczny i źródło są bezkońce...

Kędyś się, moja Miła, pocałunków uczyła.

Iż takie są upojne, wonne i sycące...


Z nad jakiej-żeś to wody, rodzącej sny, przybyła ?

Na jakiej, śród uroczysk uśpionej, kwiatów łące

Zebrałaś woń, od której do dna się szałem mącę...

Skądże, mów, ust twych słodki, przemożny czar, skąd siła?...

Kędyś się, moja Miła, pocałunków uczyła?...


PIECZĘĆ SIEDM I CAŁUNKÓW.


Pieczęcią siedmi całunków zawrzyjmy Głąb: tajemnice,

Które w naszej Miłości mrocznym się tają przestworze...

Niechaj zostanie milczące, co się objawić nie może

I niechaj w mrokach zachowa najsłodsze, najświętsze swe lice...


Tajemnic tych świadomością syć się, jak ja się nią sycę

I wesel się, moja Miła, i w słodkiej, dumnej pokorze

Pieczęcią siedmi całunków zawrzyjmy Głąb: tajemnice,

Które w naszej Miłości mrocznym się tają przestworze...


Otom jest kapłan wybrany, iżbym stróżował świątnicę

Miłości... Otom pomazan, na duszy znamię mam boże.

O, Miła moja, pójdź ku mnie — niech usta na ustach twych złożę!

O, pójdź! jednocząca w mych oczach niewiastę, kapłankę, dziewicę:

Pieczęcią siedmi całunków zawrzyjmy Głąb: tajemnice...