Sopoty w sierpniu
Korzystając z pobytu na terenie Wolnego Miasta Gdańska wybieram się wieczorkiem do położonych od Gdańska o kilkanaście kilometrów Sopot. Naturalnie od razu kieruję się do świetnie i sprytnie reklamowanego kasyna , gdzie dziennie kilka tysięcy osób zgrywa się w Bakarata i ruletę.
Nie chcą dziennikarza
Zaraz na wstępie krótka przeprawa. Muszę wykupić kartę wstępu za 1 zł 50 gr. Ponieważ karta ta jest imienna muszę okazać urzędniczce dowód osobisty. Długo urzędniczka dowód ten sprawdzała, ważyła, namyślała się, wreszcie oświadczyła, że wpuścić mnie do kasyna nie może ... bo wszystkie karty wstępu są wyprzedane. W rzeczywistości chodziło o maleńkie słowo umieszczone w dowodzie "dziennikarz". Przed tym słowem dyktatorzy kasyn drżą. Nic ich tak nie prześladuje, nic tak nie nęka jak to małe słowo.
Grają głównie żydzi
Naturalnie nie rezygnuję z obejrzenia własnymi oczami tajemniczego kasyna. Następuje krótka lecz ostra wymiana słów i wkrótce z kartą wstępu w ręku idę do "jaskini". Przechodzę powoli przez kilkanaście kolejno po sobie następujących sal gry. Wszystkie są zapełnione. W każdej sali znajduje się po 3-4 stoły do rulety i Bakarata (chemin de fer). Wokół każdego stołu ścieśnione towarzystwo. Chłodni na pozór z grubymi cygarami w zębach żydzi i roztrzęsione, roznamiętnione i pochłonięte grą żydówki. Tak żydzi i żydówki - trzeba to z naciskiem podkreślić. Co dziesiąty osobnik znajdujący się w salach gry wygląda na aryjczyka (bo czy jest nim nie mogę ręczyć). I znów należy podkreślić, że aryjczycy trzymają się na ogół z daleka, do gry na ogół się nie wtrącają. Są widzami. Wszyscy gracze w dziewięćdziesięciu procentach to międzynarodowi żydzi. Może dlatego sopocka jaskinia nosi oficjalną nazwę "Międzynarodowe Kasyno Gry w Sopotach".
Tajemnice sal gry
Na salach gry panuje dziwna atmosfera: powietrze przesycone dymem cygar i papierosów jest tak gęste, że aż trudno oddychać. Człowiek nieprzyzwyczajony do tej atmosfery musi często wychodzić na świeże powietrze, bo w przeciwnym wypadku zemdlałby. Na salach panuje gwar, który zagłuszają co jakiś czas wybuchające - jak tu się mówi - głośne rozmowy. W rzeczywistości są to sprzeczki, które niekiedy przeobrażają się w ostre kłótnie, a nawet rękoczyny. Sprzeczki takie są skrzętnie łagodzone przez gęsto w salach rozsianych wytwornych "wyfraczonych " panów. Nierzadko wprawne oko obejrzeć może jak taki elegancki pan podchodzi do bardziej roznamiętnionego i kłótliwego gracza i prosząc go na krótką rozmowę wyprowadza do osobnego pokoju, skąd już do kasyna nie ma powrotu. Tak delikatnie usuwa się niepożądanego gościa. Mimo to zdarzają się nieraz większe kłótnie, a nawet okropne tragedie. Nieraz już mury kasyna zostały zbroczone krwią zgranego i dlatego zrozpaczonego, nie widzącego wyjścia bywalca, a jeszcze częściej były powodem niejednej tragedii, która rozegrała się poza ich obrębem.