René Magritte i jego "Lampa filozoficzna".
Surrealistyczna kpina z filozofii i ludzkiej próżności



Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski






René Magritte, „Lampa filozoficzna”, 1936.




Tytuł obrazu brzmi poważnie, niemal dostojnie: „Lampa filozoficzna”. Można byłoby oczekiwać alegorii rozumu, prawdy i poznania. Tymczasem René Magritte przedstawia mężczyznę, który pali fajkę nabitą własnym nosem.


Filozofia bardzo szybko przechodzi tutaj w groteskę, a wzniosła medytacja w wyjątkowo dziwaczny żart. Obraz „La Lampe philosophique”, którego tytuł tłumaczony jest jako „Lampa filozoficzna” lub „Lampa filozofa”, powstał w Brukseli w 1936 roku. Został namalowany olejno na płótnie i znajduje się w kolekcji prywatnej. Uznawany jest za jeden z nielicznych autoportretów Magritte’a, choć oczywiście nie za autoportret w tradycyjnym znaczeniu tego słowa.


Artysta nie próbował wiernie odtworzyć swojej powierzchowności. Stworzył raczej autoportret intelektualny, a właściwie autoportret własnej wyobraźni - nieco ponury, niepokojący, cielesny i zarazem podszyty złośliwym humorem.


Zwyczajny człowiek, niezwyczajny nos


Mężczyzna ma starannie zaczesane włosy, ubrany jest w ciemną marynarkę i spogląda na widza z wyraźną podejrzliwością. Gdyby nie jego monstrualny nos, mógłby uchodzić za poważnego profesora, urzędnika albo szanowanego mieszczucha. Nos wydłużył się jednak niczym trąba, opadł i utkwił w główce fajki, której cybuch mężczyzna trzyma w ustach. Powstał w ten sposób zamknięty obieg: człowiek pali własny nos, wciągając w siebie samego siebie.


Trudno o bardziej dosłowną metaforę myślenia, które nie potrafi wyjść poza własne granice. Filozof nie bada już świata. Obraca wciąż te same idee, delektuje się nimi, ogrzewa się ich pozorną głębią i sam nimi odurza. Jego myśl krąży od głowy do fajki, od fajki do ust i z powrotem do głowy. To intelektualny narcyzm przedstawiony w sposób niemal anatomiczny. Człowiek tak bardzo skupił się na sobie, że przestał widzieć cokolwiek poza własnym nosem.


Magritte potraktował to znane powiedzenie z przewrotną dosłownością.


Światło i dym


Obok mężczyzny płonie świeca. Od najdawniejszych czasów światło symbolizowało wiedzę, prawdę, objawienie i rozum. Świeca powinna więc rozświetlać mroki niewiedzy i prowadzić filozofa ku poznaniu. Tyle że filozof nie patrzy na płomień. Zerka na nas, podczas gdy jego twarz zostaje oświetlona z boku. Źródło światła znajduje się bardzo blisko, lecz mężczyzna jest znacznie bardziej zajęty swoją osobliwą fajką.


Magritte przeciwstawił tutaj dwa zjawiska. Świeca daje światło, które pozwala widzieć. Fajka wydziela dym, który widzenie przesłania. Filozofia może prowadzić do rozjaśnienia rzeczywistości, ale może także wytwarzać intelektualną mgłę, szczególnie wtedy, gdy myśliciel bardziej zachwyca się własnym umysłem, niż interesuje światem.


Świeca również nie zachowuje się jak zwyczajny przedmiot. Jej biały korpus mięknie, wygina się, pełznie po blacie stolika i oplata jego podstawę. Przypomina węża, jelito, robaka, coś biologicznego. Jedynie górny fragment zachowuje pionową postawę, konieczną do podtrzymania płomienia.


Podobnej przemianie ulega nos bohatera. Zarówno świeca, jak i ludzka część ciała tracą naturalną sztywność i zaczynają przypominać miękkie, organiczne stworzenia. Granica między człowiekiem a przedmiotem przestaje istnieć. Ciało może stać się fajką, świeca może pełzać, a banalny stolik może podtrzymywać coś, co wygląda jednocześnie jak źródło światła i oswojony gad.


Żart zdecydowanie nie dla grzecznych dzieci


Nie sposób pominąć erotycznego charakteru obrazu. Nienaturalnie wydłużony nos ma kształt jawnie falliczny. Został dodatkowo umieszczony w główce fajki, której cybuch spoczywa w ustach mężczyzny. Kurator Nicholas Chambers, omawiając to dzieło, mówił o nosie przeobrażającym się „w zupełnie inny organ ciała”.


Mamy więc do czynienia z sugestią autoerotyczną: filozof nie tylko karmi się własnymi myślami, ale również sam sobie dostarcza przyjemności. Nie potrzebuje zewnętrznego świata, drugiego człowieka ani nawet osobnego przedmiotu. Wystarcza sobie w sposób absolutny – intelektualnie i cieleśnie.


Nie należy jednak sprowadzać obrazu wyłącznie do seksualnej aluzji. Erotyzm jest tutaj jednym z narzędzi, dzięki którym Magritte podważa nasze przyzwyczajenia. Nos pozostaje nosem, ale jednocześnie wygląda jak penis i zachowuje się jak miękka część fajki. Świeca jest świecą, lecz zarazem wężem, liną i fragmentem ciała. Każdy przedmiot zachowuje swoją nazwę, ale traci przypisaną mu pewność.


Na tym właśnie polega jeden z najważniejszych mechanizmów malarstwa Magritte’a. Artysta brał rzeczy doskonale znane i zestawiał je w taki sposób, aby nagle stały się obce, niepokojące i dwuznaczne. Nie tworzył zagadek posiadających jedno prawidłowe rozwiązanie. Raczej podsuwał widzowi wizualną pułapkę, z której nie można się wydostać za pomocą prostego objaśnienia.


Czy filozof jest naprawdę filozofem?


Warto zwrócić uwagę na francuski tytuł obrazu: „La Lampe philosophique”. Ściśle rzecz ujmując, filozoficzna jest tutaj lampa, a nie przedstawiony mężczyzna. Magritte nie zapewnia nas, że bohater rzeczywiście jest filozofem. Być może tylko przybrał odpowiednio poważną minę. A może filozofem okazuje się sama świeca? To ona przecież daje światło, podczas gdy człowiek produkuje dym. To ona rozjaśnia obraz, a nie umysł siedzącego obok mężczyzny.


W takim ujęciu bohater nie jest mędrcem, lecz karykaturą kogoś, kto za mędrca pragnie uchodzić. Możliwe również, że Magritte kpił z samego siebie. Skoro obraz uznawany jest za konceptualny autoportret, artysta przedstawił się jako człowiek uwięziony we własnej wyobraźni, zajęty wytwarzaniem paradoksów i nieustannie karmiący się własnymi pomysłami. Byłaby to ironiczna uwaga dotycząca nie tylko filozofów, lecz także artystów, krytyków i wszystkich ludzi przekonanych o niezwykłej głębi własnych przemyśleń.


„Lampa filozoficzna” nie ośmiesza samego myślenia. Przypomina jednak, że rozum może być źródłem światła, ale równie łatwo staje się maszyną produkującą dym. Wszystko zależy od tego, czy człowiek kieruje uwagę ku rzeczywistości, czy wyłącznie ku sobie. Magritte pozostawił nam zatem ostrzeżenie podane w formie znakomitego surrealistycznego dowcipu: nie ufajmy bezgranicznie myślicielowi, który tak długo rozważa własne idee, aż zaczyna palić własny nos. Światło znajduje się tuż obok, lecz człowiek nie zawsze je wybiera.


Przy pisaniu tego tekstu korzystaliśmy m.in. z:


1. „Magritte: The Mystery of the Ordinary, 1926–1938”, dokumentacja wystawy, Museum of Modern Art w Nowym Jorku.

2. Kelly Burke, „Four decades of work from master surrealist René Magritte arrives at Art Gallery of NSW”, „The Guardian”, 25 października 2024.

3. Jack J. Spector, „Magritte’s La Lampe philosophique: A Study of Word and Image in Surrealism”, „Dada/Surrealism”, t. 7, 1977, s. 121–129.



👉 Więcej o sztuce i jej nieoczywistych historiach: osinska-mierzejewski.info.







MICHAŁKI

czyli to i owo sprzed lat

ILONA OSIŃSKA & PIOTR MIERZEJEWSKI

od 2024