Félicien Rops:
Prawdziwa natura czarownic



Ilona Osińska i Piotr Mierzejewski





Félicien Rops, Le Vrai Miroir de la Sorcellerie („Prawdziwe zwierciadło czarownictwa”),

1883, akwarela, guma arabska i czarny ołówek na papierze, 34 × 24 cm.

.





Nie lustra, nie kobiece pośladki ani nawet elegancki jegomość w cylindrze wyznaczają główną oś tej kompozycji. Czyni to ogromna miotła, umieszczona niemal po przekątnej obrazu. Na jej stylisku siedzi naga kobieta, lecąca zapewne na sabat. A całą scenę utrwala aparatem fotograficznym osobliwa postać, która sama zdaje się połączeniem fotografa i diabła. Félicien Rops stworzył "Le Vrai Miroir de la Sorcellerie" – „Prawdziwe zwierciadło czarownictwa” – w 1883 roku.


Obraz wygląda zaskakująco nowocześnie. Lekka, niemal ilustracyjna kreska, pastelowe kolory i groteskowa swoboda mogłyby sugerować okres międzywojenny. W rzeczywistości praca powstała niemal pół wieku wcześniej. Rops wykonał ją akwarelą, gumą arabską i czarnym ołówkiem na papierze. Ma zaledwie 34 × 24 cm, ale artysta zmieścił na niej cały teatr erotyki, czarów, podglądania i produkowania obrazów.


Czarownica na miotle


Najważniejszym elementem kompozycji jest miotła biegnąca ukośnie od lewego dolnego fragmentu ku prawej górnej części obrazu. Jej stylisko przechodzi między udami i piersiami nagiej kobiety, która obejmuje je lubieżnie i unosi się w powietrzu. Górny koniec miotły wyrasta ponad jej ramieniem, dolny zaś rozszerza się w gęsty, brunatny pęk rózeg.


Nie może być wątpliwości, że Rops wykorzystał tradycyjne wyobrażenie czarownicy lecącej na sabat. Nie potraktował jednak miotły wyłącznie jako środka lokomocji. Jej stylisko ma oczywistą wymowę falliczną. Kobieta siedzi na nim w pozie łączącej lot z erotycznym uniesieniem. Biała tkanina, być może resztka rozerwanej koszuli, unosi się nad jej głową. Przytrzymuje ją czarna, diabelska dłoń.


Czarownica zostaje więc nie tylko wprawiona w ruch, ale także rozebrana i wystawiona na widok publiczny. To nie jest ukradkowy lot w nocnej ciemności - Rops urządza z sabatu widowisko.


Wokół miotły owija się jasna wstęga. Zapisane na niej słowa układają się w tytuł dzieła: "Le Vrai Miroir de la Sorcellerie". Napis nie został umieszczony pod kompozycją jak zwyczajny podpis. Oplata narzędzie czarownicy, zakręca wraz z nim i prowadzi wzrok przez całą scenę. Tytuł staje się jej częścią.


Diabelski fotograf


W lewym dolnym narożniku Rops umieścił jedną z najbardziej niezwykłych postaci całej kompozycji. Pod liliową tkaniną, przypominającą dawną osłonę fotografa, znajduje się człekopodobna istota obsługująca archaiczny aparat o drewnianej obudowie. Z jego korpusu wysuwa się mosiężny, skierowany ku lecącej kobiecie, obiektyw.


Dolna część postaci fotografa nie ma normalnej ludzkiej anatomii. Tworzą ją cienkie, kosmate i kościste kończyny, rozstawione niczym nogi statywu. Kończą się one drapieżnymi, pazurzastymi stopami. Równie niepokojąca jest sinawo-zielona dłoń przytrzymująca aparat. To zapewne diabelski fotograf, choć można w nim dostrzec również aluzję do postaci Śmierci. Najtrafniej byłoby mówić o groteskowej hybrydzie: fotografie, aparacie, statywie i demonie połączonych w jeden organizm.


Aparat nie jest tu obojętnym narzędziem. Żyje, podgląda i uczestniczy w tym, co rejestruje. Kierunek obiektywu jest szczególnie znaczący. Fotograf nie próbuje uchwycić twarzy lecącej kobiety. Patrzy na nią od dołu, wzdłuż miotły, ku jej udom i pośladkom. Rops pokazuje więc nie tylko czarownicę, lecz także sposób, w jaki jest oglądana. To spojrzenie ma charakter jawnie erotyczny i voyerystyczny.


W 1883 roku fotografia nie była już techniczną nowinką, ale wciąż pozostawała stosunkowo nowym sposobem utrwalania świata. Rops zderzył ją z jednym z najstarszych motywów europejskiej wyobraźni: lotem czarownicy na sabat. Dawna magia spotkała się z nowoczesnym aparatem. Czarownica leci jak od stuleci, ale tym razem obserwuje ją fotograf. Sabat wszedł w nową epokę.


Zwierciadła pożądania


Po obu stronach głównej sceny znajdują się dwa wielkie owalne zwierciadła. Nie należy ich jednak brać za całość przedstawienia – stanowią one tylko część rozbudowanej kompozycji. W górnym, po lewej stronie, widzimy kobietę odwróconą tyłem. Jej suknia została wysoko podciągnięta, odsłaniając pośladki oraz nogi w różowych pończochach i pantofelkach. Głowa praktycznie znika. Twarz nie ma znaczenia - zresztą nasuwa się na nią czepek - ponieważ cała postać została sprowadzona do erotycznie wyeksponowanego fragmentu ciała.


W dolnym zwierciadle kobieta ukazuje się od przodu. Rozchylona biała koszula odsłania piersi, brzuch i podbrzusze. Ciemne pończochy zatrzymują wzrok na nagich udach. Obok niej siedzi skulona małpa lub małpi demon – tradycyjny znak zwierzęcych instynktów, nieopanowanego popędu, ale również karykaturalnego naśladowania człowieka.


Pomiędzy zwierciadłami pojawia się wysoka postać w czarnym stroju i cylindrze. Długie, zakrzywione rogi przechodzą przez otwory w cylindrze.


Rops celowo zaciera granicę między eleganckim mężczyzną a diabłem. Mamy przed sobą demonicznego mistrza ceremonii – prezentera, kolekcjonera obrazów, a może klienta osobliwego fotograficznego atelier.


Owalne lustra nie pokazują zwyczajnych odbić. Działają raczej jak ekrany albo kadry, w których kobiece ciało zostaje zaprezentowane z dwóch stron: od tyłu i od przodu. Między nimi przelatuje naga czarownica, a fotograf próbuje ją pochwycić w kolejnym ujęciu. Rops połączył więc dwa sposoby wytwarzania obrazu: stare zwierciadło i nowoczesny aparat fotograficzny. Lustro pokazuje, aparat utrwala. Oba służą jednak temu samemu spojrzeniu.


Félicien Rops – ilustrator diabła i ludzkich pragnień


Félicien Rops urodził się w 1833 roku w Namur. Zaczynał jako karykaturzysta i satyryk. W 1856 roku założył czasopismo „Uylenspiegel”, dla którego wykonywał karykatury polityczne, artystyczne i obyczajowe. Już wtedy szczególnie interesowało go rozdwojenie między oficjalną moralnością a rzeczywistym zachowaniem ludzi. Od początku lat sześćdziesiątych coraz częściej przebywał w Paryżu, gdzie doskonalił techniki graficzne i nawiązywał kontakty z pisarzami oraz wydawcami.


W 1864 roku poznał Charles’a Baudelaire’a, a dwa lata później wykonał frontyspis do "Les Épaves" – tomu zawierającego między innymi utwory usunięte z pierwszego wydania "Kwiatów zła" po procesie o obrazę moralności. Baudelaire i Rops byli sobie bliscy nie tylko towarzysko. Obaj interesowali się światem, w którym piękno łączy się z występkiem, rozkosz ze śmiercią, a wzniosłość z cielesnością.


Rops chętnie przedstawiał prostytutki, kokoty i kobiety świadome erotycznego działania własnego ciała. Łączył je z diabłem, szkieletem, małpą albo świnią – jak w słynnym "Pornokratès". Twórczość Ropsa była wymierzona w pruderię mieszczańskiego społeczeństwa, lecz nie oznacza to, że artysta uwolnił się od stereotypów swojej epoki. Przeciwnie: jego kobieta fatalna jest wytworem typowo dziewiętnastowiecznej męskiej wyobraźni. Pociąga, ale zarazem zagraża. Kusi, podporządkowuje sobie mężczyznę i prowadzi go do upadku. To właśnie ją zwykle obarcza się odpowiedzialnością za pożądanie, którego doświadcza patrzący na nią mężczyzna.


Materiały Musée Félicien Rops otwarcie wskazują na mizoginiczny składnik tego rodzaju przedstawień. Kobieta fatalna uosabiała fantazje i lęki mężczyzn końca XIX wieku. Była istotą rzekomo niebezpieczną, ponieważ pozwalała przenieść odpowiedzialność za męskie pragnienia na „diabelską” naturę kobiety. Kogo demaskuje prawdziwe zwierciadło?


Tytuł "Le Vrai Miroir de la Sorcellerie" zapowiada ujawnienie tajemnicy. Zwierciadło ma pokazać prawdę o czarownictwie i czarownicach. Rops przedstawia więc nagie kobiety, pończochy, uniesione suknie, małpę, diabła oraz czarownicę obejmującą udami falliczne stylisko miotły.


Nie poprzestaje jednak na pokazaniu erotycznego sabatu. Umieszcza w obrazie także fotografa. Tym samym odsłania mechanizm powstawania takiego przedstawienia: ktoś wybiera ujęcie, kieruje obiektyw, kadruje ciało i zamienia kobietę w obraz przeznaczony do oglądania. Obserwowanie nie jest tu niewinną czynnością. Aparat pochłania żywą postać i zamienia ją w nieruchomy, powtarzalny wizerunek. Czarownica leci ku sabatowi, ale jednocześnie wpada w obiektyw. „Prawdziwa natura czarownictwa” jest więc tytułem celowo przewrotnym.


Początkowo wydaje się, że Rops demaskuje kobiety i ujawnia ich lubieżną, diabelską naturę. Kiedy jednak dostrzeżemy fotografa, lustra i eleganckiego mistrza ceremonii, sprawa przestaje być tak prosta. Czarownica zostaje rozebrana, ustawiona, odbita i sfotografowana. Jest bohaterką przedstawienia, ale niekoniecznie jego reżyserką.


Rops pokazuje nie tylko kobietę uznaną za niebezpieczną, lecz także cały aparat męskiej fantazji, który tę niebezpieczną kobietę produkuje. Prawdziwe zwierciadło czarownictwa odbija zatem obie strony: kobietę lecącą na miotle oraz tych, którzy z wielkim zainteresowaniem patrzą, dokąd i w jaki sposób leci.


Od stuleci mężczyźni ekscytują się czarownicami, które uwodzą, kuszą i odbierają im rozum. To bardzo wygodna legenda: pozwala wierzyć, że winna była kobieta, noc, sabat i diabeł - nigdy zaś własna wyobraźnia ani to, co budziło się tak ochoczo poniżej pasa. Czarownice tymczasem nie musiały rzucać żadnych zaklęć. Wystarczyło, że istniały, znały siłę własnego ciała i nie zawsze zamierzały przestrzegać napisanego przez mężczyzn regulaminu "przyzwoitości".


Może więc największym osiągnięciem magii jest wmówienie mężczyznom, że to kobiety ich zaczarowały? Kiedy bowiem mniej lub bardziej szanowany jegomość traci głowę na widok podniecającego go piękna, łatwiej oskarżyć je o czary, niż przyznać, że jedyną naprawdę nadprzyrodzoną siłą okazała się jego własna fantazja - zwłaszcza ta część, nad którą rozum od wieków sprawuje nadzór wyłącznie teoretycznie.


* * *


👉 Więcej o sztuce i jej nieoczywistych historiach: osinska-mierzejewski.info.







MICHAŁKI

czyli to i owo sprzed lat

ILONA OSIŃSKA & PIOTR MIERZEJEWSKI

od 2024